RODO

RODO w praktyce: Jak można przekazywać dane osobowe do Szwajcarii?

Prowadzimy kancelarię radców prawnych w Kaliszu
www.rybarczyk-kancelaria.pl

Przekazywanie danych osobowych do Szwajcarii jest przekazywaniem danych osobowych do Państwa Trzeciego na podstawie RODO.

Szwajcaria (a właściwie Konfederacja Szwajcarii) nie jest członkiem Unii Europejskiej. Nie jest też członkiem Europejskiego Obszaru Gospodarczego (w którego skład wchodzą oprócz krajów Unii Europejskiej również Norwegia, Islandia i Lichtenstein).

Wielu polskich przedsiębiorców współpracuje z podmiotami szwajcarskimi, w szczególności w dziedzinie handlu, transportu i nowych technologii. W takich kontaktach gospodarczych zawsze będzie dochodzić do przekazywania danych do Szwajcarii, a zatem konieczne będzie wdrożenie odpowiednich procedur związanych z przekazywaniem danych do Państwa Trzeciego.

Pierwsze ułatwienie przychodzi nam w postaci Decyzji Komisji z dnia 26 lipca 2000 r. na mocy dyrektywy 95/46/WE Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie ochrony danych osobowych w Szwajcarii. Przedmiotowa decyzja stwierdza, że Szwajcaria zapewnia właściwy poziom ochrony danych osobowych przekazywanych ze Wspólnoty. Dlaczego ta decyzja jest tak istotna? Jedną z podstaw przekazywania danych osobowych do Państwa Trzeciego jest art. 45 ust. 1 RODO:

Przekazanie danych osobowych do państwa trzeciego lub organizacji międzynarodowej może nastąpić, gdy Komisja stwierdzi, że to państwo trzecie, terytorium lub określony sektor lub określone sektory w tym państwie trzecim lub dana organizacja międzynarodowa zapewniają odpowiedni stopień ochrony. Takie przekazanie nie wymaga specjalnego zezwolenia”.

Jest to najlepsza i najbezpieczniejsza podstawa przekazywania danych osobowych do Państwa Trzeciego. Wątpliwości mogą rodzić się w związku z tym, że wspomniana Decyzja Komisji z 26 lipca 2000 r. została wydana jeszcze pod rządami dyrektywy 95/46/WE Parlamentu Europejskiego i Rady, a nie pod rządami RODO. Przedmiotowa Decyzja nie została jednak nigdy uchylona, podobnie jak i inne decyzje wydane w stosunku do innych państw. Powyższe oznacza, że Decyzja w stosunku do Szwajcarii nadal pozostaje w mocy, także pod rządami RODO. RODO nie doprowadziło bowiem do anulowania jakichkolwiek decyzji Komisji na podstawie dyrektywy 95/46/WE wydanych przed wejściem w życie RODO ani ich nie zmieniło. Na moment publikacji tego artykułu, doszło do wydania jednej decyzji na podstawie art. 45 RODO – w stosunku do Japonii. Obecnie trwają rozmowy na temat wydania kolejnej decyzji – w stosunku do Korei Południowej.

Odpowiadając zatem na zadane w tytule wpisu pytanie: do Szwajcarii można przekazywać dane osobowe i to w oparciu o art. 45 ust. 1 RODO. Nie oznacza to jednak, że administrator danych osobowych przekazujący dane do Szwajcarii jako Państwa Trzeciego jest zwolniony od jakichkolwiek obowiązków. Konieczne będzie wdrożenie odpowiednich procedur związanych z przekazywaniem danych do Państwa Trzeciego, w tym między innymi: opracowanie (lub zaktualizowanie) klauzul informacyjnych (czy też w ogóle wykonanie obowiązku informacyjnego wobec osób, których dane są przekazywane do Szwajcarii), uzupełnienie odpowiednich rubryk w Rejestrze Czynności Przetwarzania Danych, a także (przed rozpoczęciem przekazywania danych) dokonanie oceny skutków dla ochrony danych.

Reklamy
RODO

RODO w praktyce: Ile kosztuje wdrożenie RODO? „RODO za 200 złotych!”

DSC_0559
www.rybarczyk-kancelaria.pl

RODO za 200 złotych!”,Dokumentacja RODO już od 100 złotych”, „Szkolenie RODO za 50 złotych!” – takie slogany pojawiają się w wyszukiwarce google, gdy wpisze się hasło: „Ile kosztuje wdrożenie RODO?”. Dlaczego jednak obok takich ofert da się zauważyć np. oferty za 8000 złotych za sam audyt czy też szkolenia w zakresie RODO od 3000 złotych? Skąd ta dysproporcja i jak odnaleźć się w tym gąszczu cen? Jeśli zatem jeszcze nie wiesz, ile tak naprawdę kosztuje wdrożenie RODO, to pozwól, że odpowiem Ci na to pytanie jednym słowem: DUŻO!

„Dlaczego dużo? I Co to znaczy dużo?” – zapytasz. – „Przecież ogłasza się firma, która mi to zrobi za 200 złotych, to po co mam płacić grube tysiące?” I to jest pierwszy podstawowy błąd w podejściu do tematu. Przez analogię: mamy dwa sklepy oferujące do sprzedaży odkurzacze. Jeden sprzedaje najnowszy model za 50 złotych, a drugi za 1500 złotych. Tak, ten sam odkurzacz w dwóch skrajne różnych cenach. Nie zastanowisz się, co może być nie tak z tym odkurzaczem za 50 złotych? Skąd taka cena? Gdzie jest haczyk? Czemu zatem nie zastosujesz podobnego toku myślowego w przypadku wdrożenia RODO?

Tak, wiem. Pomyślisz sobie: „Przecież wdrożą mi, dadzą papiery i kontrola nic mi nie zrobi”. A skąd taki wniosek? Znasz dobrze RODO? Odpowiesz: „Nie muszę, przecież to oni mi wdrażają”. A wiesz, że za wdrożenie RODO i stosowanie się do niego odpowiada zawsze administrator. Przecież wiesz, kto jest administratorem… no Ty! Właśnie TY! Nadal czujesz się spokojnie? Nie zastanawiasz się czy to „wdrożenie za 200 złotych” aby na pewno załatwiło wszystko?

Tu przechodzimy do sedna sprawy. Patrząc na te wszystkie ogłoszenia i oferty typu „RODO za 200 złotych”, zawsze staram się zapoznać z tym, co zawierają. Jeżeli widzę, że po kliknięciu w następny krok wyświetla się: ogólna dokumentacja RODO, to w sumie mogę nawet nie mieć pretensji do podmiotu, który oferuje tego typu usługi. Pretensje mogę mieć do administratora, który z takich usług korzysta, myśląc, że te usługi skutecznie wdrożą RODO w jego instytucji. Nie da się bowiem wdrożyć RODO samą dokumentacją a tym bardziej dokumentacją ogólną. RODO to nie tylko „papierologia”, ale też między innymi świadomość, procedury i rejestry. W porządku, idźmy dalej… następna strona, a tutaj taki kwiatek „Ściągnij indywidualną dokumentację RODO za 299 złotych!”. Pytam: JAK? W jaki sposób ta „strona” dowie się, czym zajmuje się moje przedsiębiorstwo, jakie dane są w nim przetwarzane, w jakim celu, na jakiej podstawie prawnej itd.? Czy mam jakieś braki w zakresie postępu technologicznego?

Teraz już rozumiesz drogi Administratorze? Żeby wdrożyć RODO, należy przejść długą i niejednokrotnie wyboistą drogę. Bez poznania specyfiki Twojej instytucji nie sposób napisać choćby zdania w projekcie dopasowanej dla Ciebie dokumentacji. Bez audytu RODO nie da się przeprowadzić szkolenia dla Twoich pracowników albo przygotować klauzul informacyjnych. Sam audyt może zająć dzień, kilka dni albo nawet kilka miesięcy. A reszta? Zdajesz sobie sprawę, ile zajmie to godzin i jaki będzie nakład pracy? A dodatkowo: interpretacje i praktyka stosowania RODO dopiero się kształtują, a zatem osoba wdrażająca RODO w Twojej firmie musi się nieustannie szkolić i śledzić wszelkie nowinki. Czy za taką pracę zadowoliłoby Cię wynagrodzenie rzędu 200 złotych?

Dlatego ponownie odpowiadając na pytanie: Ile kosztuje wdrożenie RODO, należy odpowiedź: DUŻO. A ile dokładnie? Wszystko zależy od specyfiki danej instytucji, ilości danych, pracowników i czasu, jaki należy poświęcić na audyt oraz dalsze czynności wdrożeniowe. Cena zatem jest zawsze zindywidualizowana.

Czy warto płacić DUŻO za wdrożenie RODO? No cóż… skoro kary za nieprzestrzeganie RODO mogą sięgać milionów euro, to chyba odpowiedź jest jasna.

RODO

RODO w praktyce: Jak przebiega audyt RODO?

O nas Daniel
www.rybarczyk-kancelaria.pl

Pierwszym krokiem wdrożenia lub poprawy wdrożenia RODO jest najczęściej audyt. Nasza Kancelaria przeprowadza o Klientów audyty prawne stosowania RODO czy też wdrożenia reguł prawnych stosowania RODO. Bez audytu nie sposób zbadać „położenia” i „obiegu” danych osobowych w danej instytucji oraz specyfiki przetwarzania tych danych. Dlatego też nie można sporządzić jakiejkolwiek dokumentacji z zakresu RODO czy też opracować systemów i procedur dotyczących danych osobowych bez uprzedniego audytu.

Jak zaczyna się audyt?

Najpierw przygotowywany jest wstępny plan wdrożeniowy. Ustalamy, co jest potrzebne dla Klienta i jakie będą kroki wdrożenia lub poprawy wdrożenia RODO. Oczywiście plan zawsze ma charakter wstępny, gdyż audyt i stwierdzone nieprawidłowości mogą zmienić ustalone wcześniej etapy wdrożenia. Następnie przystępujemy do ścisłego audytowania czyli pierwszej rozmowy z administratorem danych osobowych. Taka rozmowa ma na celu wstępne ustalenie czy administrator zdaje sobie sprawę z tego czym jest RODO i czym są dane osobowe oraz jak należy się z nimi obchodzić. Sprawdzamy wtedy również między innymi, czyje dane są przetwarzane oraz ustalamy w jakim celu i na jakiej podstawie. W takim spotkaniu powinny uczestniczyć również wszystkie osoby z tzw. „wysokiego szczebla”, które są decyzyjne w danej instytucji np. menedżerowie oraz kierownicy działów. Jeżeli jednak dana instytucja ma skomplikowaną strukturę organizacyjną, wtedy należy podzielić takie rozmowy na odrębne etapy, gdyż jedynie wtedy będzie można ustalić wszystkie szczegółowy dotyczące przetwarzania i obiegu danych osobowych.

Następne etapy audytu

W zależności od stopnia „rozbudowania” danej instytucji, audyt jest pogłębiany tj. dochodzi do rozmów z pracownikami, w szczególności z tymi, którzy w jakiś sposób mają styczność z danymi osobowymi. Na przykład w przedsiębiorstwie zajmującym się sprzedażą wysyłkową mniej uwagi można poświęcić pracownikom kierującym wózkami widłowymi (choć ich również nie można pominąć), a na pewno bardzo dokładnie należy przepytać pracowników działu telemarketingu.

Rozmowy to jednak nie wszystko. Bardzo ważne jest odnotowanie odpowiedzi na każde pytanie oraz swego rodzaju „wizja lokalna”. Audytor sprawdza fizyczne sposoby zabezpieczeń danych osobowych, system pracy, obieg dokumentacji oraz dokumentację z zakresu danych osobowych, którą stosuje dany administrator. Oczywiście to tylko ogólne i standardowe czynności. Każda instytucja jest inna i może wymagać różnych, czasem niekonwencjonalnych działań. Inne czynności będą podjęte w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością, której zasięg działań ma charakter regionalny, a inne w szkole, szpitalu czy też u przedsiębiorcy z zagranicznymi kontaktami.

Zakończenie audytu

Audyt powinien być zakończony pisemnym protokołem, który będzie stanowić dla audytora bazę do sporządzenia pisemnych zaleceń dla administratora danych osobowych, a także do późniejszego sporządzenia dokumentacji czy też poprawy istniejącej dokumentacji. Oczywiście finalnym „produktem” audytu są wspomniane pisemne zalecenia po audycie. Niejednokrotnie mają one bardzo obszerną formę i wskazują administratorowi na wszelkie braki i niezgodności w zakresie RODO. Najczęściej zalecenia są podzielone na konkretne działy np. część wstępna, HR, pracownicy, klienci, przekazywanie danych do Państwa Trzeciego, podmioty przetwarzające itd. Jak już wspomnieliśmy, nie sposób ustalić jednego konkretnego sposobu przeprowadzenia audytu, gdyż praca audytora jest zawsze indywidualnie dostosowana do specyfiki danej instytucji. Należy jednak zawsze pamiętać o tym, że bez audytu nie da się efektywnie wdrożyć RODO, gdyż pierwszym i w zasadzie najważniejszym krokiem jest zawsze poznanie swoich błędów i słabości, aby potem móc je naprawić.

RODO

RODO w praktyce: Jak wykonywać obowiązek informacyjny według RODO?

DSC_0521
www.rybarczyk-kancelaria.pl

Obowiązek informacyjny jest jednym z najważniejszych (o ile nie najważniejszym) obowiązkiem nałożonym na administratora danych osobowych przez RODO. W tym wpisie nie będziemy skupiać się na elementach obowiązku informacyjnego wskazanych w art. 13 i 14 RODO, ale chcemy podejść do problemu nieco bardziej praktycznie, choć zdajemy sobie sprawę z jego obszerności.

Musimy rozważyć, kto ma zostać poinformowany

Najpierw należy zastanowić się czyje dane przetwarzamy, w jakim celu i na jakiej podstawie prawnej. Oczywiście w pierwszej kolejności należy dokonać gruntownego zbadania „położenia” danych osobowych w naszej instytucji. Niezbędny w tym zakresie może okazać się audyt, w szczególności audyt prawny RODO. Kiedy jednak już uporamy się z tym problemem, musimy ustalić, wobec kogo należy spełnić obowiązek informacyjny. Zwykle administratorzy skupiają się a dwóch najważniejszych grupach: pracownikach i klientach. Nie należy jednak zapominać, że są również inne grupy osób, których dane są przetwarzane w niemal każdej instytucji, tj. kandydaci do pracy, zleceniobiorcy, czasem stażyści. Należy przy tym pamiętać, że obowiązek informacyjny jest zindywidualizowany pod kątem zarówno administratora, jak i osoby, której dane dotyczą. Dlatego tak bardzo ważne jest uprzednie przeprowadzenie audytu danych osobowych. W wielu instytucjach będzie trzeba wykonać obowiązek informacyjny wobec jeszcze innych osób np. klientów, którzy zapisali się na newsletter, osób, które należy zawiadomić w razie wypadku pracownika, byłych pracowników, których dane są nadal przechowywane itd. Najczęściej będzie się to sprowadzać do sporządzenia odrębnych klauzul informacyjnych (taka jest obecnie tendencja), a także opracowania systemu doręczania tych klauzul.

Musimy dbać o to, aby treść naszych klauzul informacyjnych była jasna i przejrzysta

Jasność i przejrzystość – na to najczęściej zwraca uwagę Urząd Ochrony Danych Osobowych w zakresie wykonywania obowiązku informacyjnego. Za negatywną należy uznać praktykę wielu (o ile nie większości) instytucji, które skupiają się jedynie na tym, aby klient podpisał klauzulę informacyjną. Takie „odhaczanie” spełnienia obowiązku informacyjne nie jest de facto jego spełnieniem. Wyobraźmy sobie, że zepsuła się nam lodówka i szybko idziemy do najbliższego sklepu AGD, żeby zakupić nową. Decydujemy się na zakup na raty. Sprzedawca podsuwa nam do podpisania klauzulę informacyjną RODO składającą się z pięciu stron i mówi „proszę tu tylko podpisać”. Czy jesteśmy w stanie zapoznać się z klauzulą? Czy sprzedawca pouczył nas o tym, co w niej jest? Czy zatem obowiązek informacyjny został spełniony?” Z pewnością nie. Najważniejsza jest zatem jasność i przejrzystość treści i formy. UODO wskazuje, że obecnie tendencją jest projektowanie coraz krótszych klauzul informacyjnych. Poza tym jesteśmy zachęcani do tzw. „warstwowego informowania”, co najczęściej oznacza stosowanie skróconej wersji realizowanego obowiązku informacyjnego przy pierwszym zetknięciu się osoby, której dane dotyczą z udzieloną informacją, a następnie z odesłaniem do pełnej klauzuli.

Należy dbać o język klauzul informacyjnych

Klauzule nie powinny być sporządzane językiem prawnym lub prawniczym czy też innym językiem specjalistycznym. Klauzula powinna być zrozumiała dla przeciętnego odbiorcy. Stosowanie zdań wielokrotnie złożonych i okraszonych licznymi artykułami z RODO czy też z innych aktów prawnych na pewno nie spełnia wymogu realizacji obowiązku informacyjnego. Starajmy się zatem, aby klauzule informacyjne były jak najprostsze  i najbardziej zrozumiałe dla osób, do których są kierowane.

Podsumowując: bądźmy szczegółowi w ustalaniu adresatów obowiązku informacyjnego, ale nie starajmy się zarzucać adresata zbędnymi czy też zbyt skomplikowanymi informacjami. Spełniajmy wszystkie wymogi art. 13 i 14 RODO, ale nie wprowadzajmy nikogo w błąd i nie traktujmy obowiązku informacyjnego jako kolejną rubrykę do „odhaczenia”.

RODO

RODO w praktyce: Numer rejestracyjny samochodu jako dana osobowa – najnowsze orzeczenie NSA

cropped-logo-1.png
www.rybarczyk-kancelaria.pl

Kilka dniu, 28 czerwca 2019 r., temu Naczelny Sąd Administracyjny wydał orzeczenie, w którym stwierdził, że numery rejestracyjne samochodów wpisywane do parkometrów nie są danymi osobowymi.

Sprawa dotyczyła uchwały Rady Miasta Warszawy co do ustalenia strefy płatnego parkowania. Uchwałę zaskarżył jeden z mieszkańców Warszawy, twierdząc, że uchwała narusza jego prywatność i jest niezgodna z ówcześnie obowiązującą ustawą o ochronie danych osobowych. Podawane w parkometrze numery rejestracyjne są przetwarzanie w systemie, który obsługuje strefę płatnego parkowania. System nadzorowany jest przez Zarząd Dróg Miejskich. Problem wyniknął z tego, że podawanie numerów rejestracyjnych miało powstrzymać „handel” biletami parkingowymi. Zindywidualizowanie danego biletu i przechowywanie danych z biletu w systemie miało zapobiegać handlowi biletami.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie stwierdził, że numery rejestracyjne stanowią dane osobowe, a zatem ich przetwarzanie musi opierać się na konkretnych podstawach przetwarzania, jednak ustawa o drogach publicznych nie zawiera takiego przepisu.

Finalnie sprawa trafiła do NSA, który – przeciwnie niż WSA w Warszawie – stwierdził, że numery rejestracyjne nie stanowią danych osobowych. Orzeczenie wydaje się mieć niebagatelne znaczenie dla samorządów (w szczególności w zakresie kosztów dostosowywania parkometrów do wymagań RODO), a także podejścia do ochrony danych osobowych.

Z jednej strony pojawia się argumentacja (przedstawiona przez Miasto Warszawa), że numery rejestracyjne samochodu są powiązane z samym autem, a nie właścicielem. W końcu danym samochodem wcale nie musi jeździć właściciel, a opłatę za parkowanie może wnieść inna osoba np. użytkownik czy najemca samochodu. Na podstawie samych numerów rejestracyjnych podanych w parkometrze nie można stwierdzić, kto zaparkował samochód. Z drugiej strony część środowiska prawniczego (np. Pan dr Paweł Litwiński) nie zgadza się z orzeczeniem NSA, wskazując, że status numerów rejestracyjnych auta jest podobny do statusu adresu IP, który – zgodnie z orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej – stanowi danę osobową. Skoro ten status jest podobny, to dlaczego numery rejestracyjne mają być traktowane w inny sposób?

Główna 1
www.rybarczyk-kancelaria.pl

Nasz komentarz

W ocenie naszej Kancelarii orzeczenie NSA wydaje się błędne. Dane osobowe powinny dawać przynajmniej możliwość ustalenia na ich podstawie tożsamości osoby fizycznej. W końcu samochód jest rejestrowany na daną osobę (lub osoby). Numer rejestracyjny zatem pozwala zidentyfikować konkretną osobę fizyczną, a skoro tak, to spełnia definicję danej osobowej z RODO. Kolejnym argumentem jest obecna tendencja do coraz szerszej ochrony danych osobowych. Innymi słowy – obecnie nie zawęża się zakresu przedmiotowego pojęcia danych osobowych, a wręcz przeciwnie – rozszerza się je. Orzeczenie NSA jest przeciwne tej tendencji i może osłabić dbałość o ochronę danych osobowych w Polsce.

Poradniki, Prawo gospodarcze, Spółki

Jak zawierać umowy? Reprezentacja: spółka komandytowa

logo
www.rybarczyk-kancelaria.pl

Spółka komandytowa posiada dwa typy wspólników: komplementariusza i komandytariusza. Spółkę komandytową mogą reprezentować tylko komplementariusze, którzy nie zostali pozbawieni prawa reprezentacji spółki.

Umowa spółki komandytowej może przewidywać, że każdy komplementariusz reprezentuje spółkę samodzielnie albo konieczne jest współdziałanie dwóch lub więcej komplementariuszy. W przypadku zastrzeżenia reprezentacji łącznej, skutki są takie same jak w przypadku spółki jawnej. O reprezentacji w spółce jawnej pisaliśmy w artykule: Jak zawierać umowy? Reprezentacja: spółki jawne i spółki partnerskie.

Komandytariusz nie ma prawa reprezentowania spółki. Jednak nic nie stoi na przeszkodzi, aby komandytariusz reprezentował spółkę jako pełnomocnik lub prokurent. Jeśli jednak komandytariusz nie jest pełnomocnikiem ani prokurentem spółki, a dokona czynności prawnej w imieniu spółki, to – zgodnie z przepisem art. 118 § 2 Kodeksu spółek handlowych odpowiada za skutki tej czynności wobec osób trzecich bez ograniczenia. Jest to bardzo istotny przepis, gdyż cechą charakterystyczną komandytariusza w spółce komandytowej jest ograniczenie jego odpowiedzialności do tzw. sumy komandytowej. W przypadku działania bez umocowania czy też przekroczenia jego zakresu, ta reguła doznaje wyjątku i komandytariusz ponosi pełną odpowiedzialność.

O nas Ewa
www.rybarczyk-kancelaria.pl

W przypadku spółki komandytowej należy również pamiętać o bardzo częstych sytuacjach, w których komplementariuszem spółki jest spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. W takim przypadku należy sprawdzić sposób reprezentacji spółki z ograniczoną odpowiedzialnością będącej komplementariuszem spółki komandytowej. Reprezentacja będzie wtedy kaskadowa:

  1. za spółkę komandytową występuje spółka z ograniczoną odpowiedzialnością jako jej komplementariusz,
  2. za spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością (komplementariusza spółki komandytowej) występuje zarząd spółki – zgodnie ze sposobem reprezentacji ujawnionym w KRS.

Finalnie umowę podpiszą członkowie zarządu spółki z ograniczoną odpowiedzialnością – zgodnie z reprezentacją z KRS.

Inne, Poradniki

Czy prawnik powinien być psychologiem?


O nas Daniel
www.rybarczyk-kancelaria.pl

Mówi się, że prawnik to dzisiaj nie tylko osoba znająca się na prawie i potrafiąca je stosować. Potrzeby rynku i rosnące wymagania Klientów wymuszają na praktykach prawa posiadanie wielu innych umiejętności, które są już nie tylko przydatne, ale wręcz niezbędne w wykonywaniu zawodu radcy prawnego czy adwokata. Jedną z takich umiejętności jest odpowiednie psychologiczne podejście do Klienta oraz relacji z Klientem. Czy aby na pewno jest to dobra droga?

Co oczywiste, prawnik to przede wszystkim osoba posiadająca wiedzę i doświadczenie z zakresu prawa. Prawo to jednak tak obszerna i niezmierzona dziedzina, że większość prawników w miarę rozwoju swojej kariery stawia na specjalizację. Na przykład w naszej Kancelarii zajmujemy się głównie obsługą przedsiębiorców. Zatem już widzimy pierwsze zawężenie dziedziny wiedzy z uwagi na jej niebywałą obszerność. Teraz dodajmy do tego psychologię. Co nam wyjdzie?

Z jednej strony możemy podejść do modelu prawnika – psychologa jako osoby, która powinna mieć wykształcenie w dziedzinie, którą się posługuje. Skoro od prawnika wymaga się bycia dobrym psychologiem, to powinien skończyć psychologię albo przynajmniej dokształcić się w minimalnym stopniu. Czy to możliwe? Jak najbardziej tak, ale w zasadzie zbędne. Studia psychologiczne, choć na pewno bardzo ciekawe, to jednak nie ukierunkują praktyka prawa pod kątem odpowiedniego – psychologicznego – podejścia do Klienta, który przychodzi do kancelarii po pomoc prawną. Na pewno nie pomogą prawnikowi w radzeniu sobie z rozmową z Klientem, daniu mu wsparcia przy trudnych sprawach czy też radzeniu sobie z tymi najbardziej wymagającymi Klientami. Zawód radcy prawnego (czy też adwokata) jest jednak na tyle specyficzny, że ogólnie studia psychologiczne mogą okazać się stratą czasu.

DSC_0521
www.rybarczyk-kancelaria.pl

Zatem załóżmy drugi model: prawnika z wykształcenia i psychologa – naturszczyka. Brzmi słabo? Niekoniecznie. Każdy z nas w miarę jak zdobywamy doświadczenie „życiowe”, wie jak radzić sobie w różnych sytuacjach. Z czasem zdobywamy odporność na stres, stajemy się bardziej asertywni czy też wypracowujemy w sobie umiejętność zjednywania sobie ludzi. W ramach pracy prawnika te umiejętności również się przydają, ale muszą być ukierunkowane na wykonywany zawód oraz relacje z konkretnym typem Klienta. Jaki z tego wniosek? Na wszystko przyjdzie czas! Prawnik, który wchodzi do zawodu na pewno będzie miał trudności w wypracowaniu sobie odpowiednich relacji z Klientami – w końcu każda sprawa jest inna i każdy Klient również jest inny. Podobnie niełatwym zadaniem będzie odpowiednie zidentyfikowanie potrzeb Klienta czy też okazanie mu stosownego wsparcia emocjonalnego. W końcu zwykle nie znamy Klientów prywatnie i nie do końca nie wiemy, jaki mają charakter, a wypracowanie w sobie intuicji wymaga lat praktyki. Dlatego tak bardzo ważne jest doświadczenie w pracy prawnika i świadome traktowanie jak nauki kolejnych spotkań, relacji, sukcesów i porażek. Dla przykładu: jeśli mamy styczność z Klientem, który od razu oczekuje dużego zaangażowania czasowego w sprawę, gdyż zależy mu na tym, aby poddać analizie każdy aspekt jego problemu prawnego i odbywać częste spotkania, wtedy pierwszym krokiem powinno być zapewnienie takiego Klienta o zasadach etyki, które nakazują profesjonalnemu pełnomocnikowi sumienne i rzetelne świadczenie pomocy prawnej. W samej tej zasadzie skupia się konieczność maksymalnego zaangażowania naszego czasu i wysiłków nad każdą sprawą zleconą przez Klienta. Błędem z kolei byłoby zapewnienie Klienta o tym, że poświęcimy całość albo większość naszego czasu tylko jego sprawie, gdyż byłoby to de facto kłamstwo (w końcu każdy prawnik ma również innych Klientów, których musi traktować na równi). Takie kłamstwo szybko obróciłoby się przeciwko prawnikowi. Panowanie nad tym, co mówimy, o czym zapewniamy Klientów i w jaki sposób to mówimy jest w zasadzie pierwszym krokiem do odpowiedniego psychologicznego podejścia w zawodzie prawnika.

Drugi model zatem jest możliwy do wypracowania w miarę zdobywania doświadczenia i pewności w wykonywaniu zawodu radcy prawnego lub adwokata. Ta pewność siebie z pewnością pozytywnie wpływa nie tylko na komfort wykonywania zawodu, ale przede wszystkim udziela się Klientowi, dla którego pewność powierzenia sprawy w odpowiednich rękach jest zwykle najważniejsza.

Pamiętajmy jednak, że przede wszystkim należy być prawnikiem czyli specjalistą od prawa. Żadne umiejętności „miękkie” czy też uzupełnienie wiedzy i doświadczenia w zakresu psychologii nie powinny nigdy wyjść na pierwszy plan w stosunku do pierwotnej i najważniejszej misji wykonywanego zawodu jaką jest niesienie pomocy prawnej.