Prawo autorskie, Prawo gospodarcze

Forma umowy o przeniesienie majątkowych praw autorskich

Forma pisemna od rygorem nieważności! W sumie na tym mógłby skończyć się ten wpis, ale nawet w tak jasnym nakazie znajduje się drugie dno.

Dla formalności – przepis art. 53 ustawy o Prawie autorskim i prawach pokrewnych mówi: „Umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych wymaga zachowania formy pisemnej pod rygorem nieważności”. Krótko mówiąc: jeśli zawarto umowę o przeniesienie majątkowych praw autorskich np. formie ustnej lub dokumentowej, taka umowa jest nieważna i nie dochodzi do przeniesienie tych praw.

Czy jednak da się coś uratować? Przecież niedochowanie formy pisemnej oznacza, że należy zwrócić sobie wszystkie świadczenia, w tym np. wynagrodzenie. Część doktryny dopuszcza konwersję nieważnej (ze względu na niedochowanie formy) umowy o przeniesienie majątkowych praw autorskich na umowę licencji niewyłącznej obejmującej ten sam zakres praw. Należy bowiem pamiętać, że umowa licencji niewyłącznej dla swojej ważności nie wymaga zachowania formy pisemnej, a zatem można być zawarta w dowolnej formie, w tym ustnie (choć nie zalecamy takiej praktyki ze względu na ewentualne wymogi dowodowe w procesie). Taka konwersja nie jest jednak automatyczna. Za każdym razem należy ustalić czy w ogóle możliwa jest konwersja nieważnej umowy przenoszącej majątkowe prawa autorskie na umowę licencji niewyłącznej. Niezbędna będzie każdorazowa analiza danego przypadku i dokładne ustalenie, czy umowa przynajmniej w jakimś stopniu realizuje cel, który strony chciały osiągnąć. Zawsze konieczne zatem będzie zbadanie treści oświadczeń woli stron i ich zamierzeń, a to niejednokrotnie może wymagać żmudnego procesu dowodowego. Dlatego też dochowanie zwykłej formy pisemnej przy umowie o przeniesienie majątkowych praw autorskich jest wymogiem niezbędnym i nie należy zastępować tej formy innymi formami o mniejszych wymaganiach np. skanami lub wiadomościami mailowymi.

cropped-logo_-blog.jpg

Reklamy
Poradniki, Prawo autorskie, Prawo gospodarcze

Moment przejścia praw autorskich

Moment, w którym dochodzi do przejścia autorskich praw majątkowych jest jednym z najważniejszych problemów do rozstrzygnięcia przy konstruowaniu umów prawnoautorskich.

Przepis art. 64 ustawy o Prawie autorskim i prawach pokrewnych określa ten moment jako „przyjęcie” utworu, jednak ta regulacja ma charakter względnie obowiązujący, a zatem moment przejścia autorskich praw majątkowych może być uregulowany w umowie w inny sposób. Warto zatem każdorazowo zastanowić się, jakie są interesy twórcy lub nabywcy praw.

Dla twórcy oczywiście najkorzystniejszym momentem przejścia praw będzie moment zapłaty wynagrodzenia – bez zapłaty nie dojdzie do przejścia autorskich praw majątkowych, co uniemożliwi ich wykonywanie i korzystanie z utworu przez nabywcę.

Z kolei w przypadku nabywcy, najlepiej gdyby doszło do przejścia praw jak najwcześniej. Możliwe jest nawet  określenie tej chwili już w momencie ustalenia (powstania) utworu. W takiej sytuacji najlepiej dla nabywcy zabezpieczyć się także pod kątem zobowiązania twórcy do usunięcia ewentualnych wad utworu. Przepisy ustawy o Prawie autorskim i prawach pokrewnych wprawdzie przewidują przepisy również w tym przedmiocie, jednak warto doprecyzować obowiązki twórcy odnośnie wad utworu w samej umowie.

Istnieje ponadto możliwość wyboru bardziej „neutralnych” dla obu stron momentów przejścia majątkowych praw autorskich np. wydanie utworu czy też jego przyjęcie (tak jak w ustawie). Nie ulega jednak wątpliwości, że dobrze sporządzona umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych powinna precyzyjnie wskazywać ten moment, aby nie wprowadzać między stronami wątpliwości interpretacyjnych.

cropped-logo_-blog.jpg

Prawo autorskie

Czy można odtwarzać muzykę w miejscu publicznym?

Na początku warto przypomnieć, że zgodnie z treścią art. 17 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (dalej: „ustawa”), jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, twórcy przysługuje wyłączne prawo do korzystania z utworu i rozporządzania nim na wszystkich polach eksploatacji oraz do wynagrodzenia za korzystanie z utworu. Odrębne pola eksploatacji zostały przykładowo wymienione w art. 50 ustawy, a wśród nich w punkcie trzecim jako odrębne pole eksploatacji wskazuje się „publiczne odtwarzanie”. Zgodnie z definicją ustawową odtworzenie utworu polega na udostępnieniu utworu przy pomocy nośników dźwięku, obrazu lub dźwięku i obrazu, na których utwór został zapisany, bądź przy pomocy urządzeń służących do odbioru programu radiowego lub telewizyjnego, w którym utwór jest nadawany (art. 6 ust. 1 pkt 9 ustawy).

Przeczytaj również: Ochrona prawa do autorstwa utworu

Zatem publiczne odtwarzanie utworu co do zasady wiąże się z zawarciem stosownych umów licencyjnych oraz ponoszeniem opłat. Jednak w przypadku udostępniania utworów poprzez wykorzystanie urządzeń służących do odbioru programu radiowego lub telewizyjnego ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych przewiduje możliwość dozwolonego rozpowszechniania tych utworów bez ponoszenia opłat (art. 24 ust. 1 i 2 ustawy).

Czy można odtwarzać muzykę w miejscu publicznym
Czy można odtwarzać muzykę w miejscu publicznym? (Źródło obrazka)

W tym artykule skupimy się na konstrukcji prawnej, która została uregulowana w art. 24 ust. 2 ustawy, tj. na prawie do odtwarzania nadawanych utworów w miejscu ogólnie dostępnym. Przywołany przepis umożliwia posiadaczom urządzeń odbiorczych nieodpłatne odtwarzanie programów radiowych i telewizyjnych w miejscach ogólnie dostępnych, jednakże tylko wtedy gdy nie łączy się to z osiągnięciem korzyści majątkowej.

Przesłanki skorzystania z licencji

Aby skorzystać z dobrodziejstwa licencji ustawowej przewidzianej w art. 24 ust. 2 ustawy należy łącznie spełnić następujące przesłanki:
– udostępnić publicznie utwór poprzez odbiór za pośrednictwem odbiorników radiowych albo telewizyjnych;
– umieścić odbiornik radiowy albo telewizyjny w miejscu ogólnie dostępnym;
– nie osiągać korzyści majątkowych z odtwarzania utworów nadawanych.

Przeczytaj również: „Prawo zobowiązuje – nie kseruję”. Czy można kserować książki?

Najwięcej wątpliwości budzi ostatnia z wymienionych przesłanek. Należy pamiętać, że do powstania obowiązku zapłaty wynagrodzenia za korzystanie z utworu na tym polu eksploatacji wystarczy, aby publiczne odtwarzanie mogło się przyczyniać do powiększenia przychodów przedsiębiorcy nawet w sposób pośredni. To na przedsiębiorcy spoczywa ciężar wykazania, że nie osiąga korzyści majątkowych z rozpowszechniania utworów na tym polu eksploatacji.

Kto nie może skorzystać z licencji?

W doktrynie i orzecznictwie wskazuje się, że publicznym odtworzeniem utworu, który nie stanowi działania w ramach licencji ustawowej z art. 24 ust. 2 ustawy m.in. są:
– odtwarzanie utworów, w tym muzycznych w galeriach handlowych – muzyka ma bowiem przyciągnąć klientów i zachęcić ich do dokonywania zakupów czy skorzystania z określonych usług,
– rozprowadzanie sygnału na rzecz klientów hotelu przy pomocy odbiorników zainstalowanych w pokojach hotelowych zajmowanych przez gości – możliwość odtwarzania utworów podwyższa standard i atrakcyjność oferty hotelowej, a tym samym wpływa na osiąganie korzyści majątkowych,
– odtwarzanie utworów, w tym muzycznych na siłowni, w klubie fitness – muzyka, nie tylko umila czas ćwiczeń, ale często jest niezbędna do ich wykonywania, a zatem odgrywa znaczącą rolę w działalności przedsiębiorcy i przekłada się na osiągany przez niego zysk.

Oczywiście każdą sprawę należy oceniać indywidualnie. Jeśli przedsiębiorca udowodni, że nie osiąga korzyści majątkowych z publicznego odtwarzania utworów, nie będzie z tego tytułu ponosić opłat. Mogą bowiem zaistnieć takie sytuacje, że pomiędzy publicznym odtwarzaniem utworów a prowadzoną działalnością gospodarczą (także handlową i usługową) nie zajdzie nawet pośredni związek. W przypadku gdy utwory (np. muzyczne) odtwarzane są tylko po to, aby zaspokoić potrzeby pracowników (a nie klientów), można z nich korzystać nieodpłatnie.

Kto pobiera opłaty?

ZAIKS – stowarzyszenie autorów
STOART i SAWP – związki reprezentujące artystów wykonawców utworów muzycznych i słowno-muzycznych.

Ewa Rybarczyk, Daniel Rybarczyk

cropped-logo_-blog

Źródła:
– P. Ślęzak, w: Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Komentarz, Warszawa 2017;
– J. Barta, R. Markiewicz, w: Prawo autorskie, Warszawa 2016

Prawo autorskie

„Prawo zobowiązuje – nie kseruję”. Czy można kserować książki?

800px+books
Czy można kserować książki? (Źródło obrazka)

Każdy z nas wiele razy spotkał się ze stwierdzeniem, że nie można kserować  książek, gdyż nie jest to zgodne z prawem. Na stronach tytułowych książek wielu wydawnictw prawniczych pojawia się zwrot „prawo zobowiązuje – nie kseruję”. Czy jednak kserowanie książek za każdym razem jest niezgodne z prawem?

Dozwolony użytek osobisty

W pierwszej kolejności należy przyjrzeć się treści art. 23 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych:

  1. Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego. (…)
  2. Zakres własnego użytku osobistego obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego.

Powyższy przepis wyraźnie mówi o „nieodpłatnym korzystaniu” z utworu, który został już rozpowszechniony. Oczywiście najczęściej będzie chodziło o sporządzanie kopii utworu, w tym na przykład kopii książki. W ramach instytucji użytku prywatnego ustawodawca zezwala na korzystanie z cudzego utworu w zakresie „własnego użytku osobistego”. Za każdym razem należy zatem ustalić dwie rzeczy:

– w jakim celu będziemy korzystać z danej książki,

– jaki będzie krąg osób uprawnionych.

Cel dozwolonego użytku

Jeśli chodzi o cel, to powinien on mieć charakter osobisty (np. przygotowanie się do egzaminu, napisanie pracy naukowej, zwykła lektura książki), a ponadto powinien on być niekomercyjny. Oznacza to, że użytek osobisty nigdy nie może być skierowany na osiągnięcie zysku. Drugą kwestią jest krąg osób, które mogą korzystać z pojedynczego egzemplarza utworu. Przepis mówi o osobach pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego. Korzystanie z cudzego utworu w ramach dozwolonego użytku osobistego dotyczy jedynie osób fizycznych. O ile pokrewieństwo i powinowactwo nie wywołują wątpliwości interpretacyjnych, gdyż dotyczą członków rodziny, to wykładnia pojęcia „stosunku towarzyskiego” nastręcza wiele problemów. W literaturze wskazuje się, że chodzi o występowanie między osobami niesformalizowanej relacji o charakterze osobistym. Chodzi o osoby, które się znają i regularnie kontaktują się ze sobą, a więc utrzymywanie jedynie sporadycznych relacji nie mieści się w zakresie wskazanego wymogu. Zastanawia również charakter udostępniania plików w ramach grup utworzonych na portalach społecznościowych. Istnieje pogląd, według którego, jeśli dana grupa jest zamknięta, wtedy korzystanie przez jej członków z egzemplarza utworu (np. książki) stanowi własny użytek osobisty. Natomiast jeśli grupa ma charakter otwarty, tj. każdy może do niej przystąpić, wtedy nie sposób mówić o własnym użytku osobistym.

Czy można kserować całe książki?

Często mówi się również, że o ile można kserować jedynie fragmenty książek, to wykonywanie kopii całych egzemplarzy, nie jest zgodne z prawem. Nie jest to prawdą. Prawo autorskie nie wprowadza różnicy w zakresie zwielokrotniania całości lub części utworów w ramach własnego użytku osobistego. Jeśli zatem wykonujemy kopię książki jedynie dla własnych, niekomercyjnych celów oraz korzystamy z niej w zamkniętym kręgu osób, o których mowa w art. 23 ust. 2 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, to korzystamy z tej książki w ramach własnego użytku osobistego.

Przeczytaj również: Otrzymałem wezwanie do zapłaty za ściąganie z torrentów. Co robić?

Czym innym jest natomiast praktyka niektórych punktów ksero polegająca na sprzedaży gotowych kserokopii książek. Takie działanie jest zawsze nastawione na osiągnięcie zysku, a więc ma charakter komercyjny. Nie mieści się zatem w ramach własnego użytku osobistego i jest niezgodne z przepisami ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Ewa Rybarczyk, Daniel Rybarczyk

cropped-logo_-blog

 

Źródło:

– P. Ślęzak, Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Komentarz, Warszawa 2017

Poradniki, Prawo autorskie, Prawo cywilne, Prawo gospodarcze

Jak napisać dobrą umowę?

p_vendors-state-contracts_0
Jak napisać dobrą umowę? (Źródło obrazka)

Nie sposób po prostu nauczyć się pisania umów z książek i poradników, jednak niech Cię to nie zraża do dalszej lektury tego artykułu. Przybliżymy Ci kilka ważnych zasad i uwag, które można zastosować w niemal każdej umowie.

Określenie nazwy umowy

Na początku zawsze należy określić nazwę umowy. Najłatwiej jest wtedy, gdy mamy do czynienia z umową nazwaną czyli taką, którą wprost regulują przepisy prawa – głównie Kodeks cywilny. W takiej sytuacji należy posłużyć się nazwą umowy, którą wprowadza ustawodawca np. umowa sprzedaży, umowa najmu czy też umowa spedycji. Nie zaleca się stosowania niepotrzebnych dodatków np. „umowa kupna – sprzedaży” zamiast „umowa sprzedaży” (nazwa ustawowa). Jeśli natomiast formułujemy treść umowy nienazwanej, wtedy powinniśmy wskazać nazwę, która najlepiej oddaje jej treść. Warto również korzystać z dorobku praktyki, a także orzecznictwa, doktryny oraz prawa międzynarodowego (np. umowa faktoringu, umowa holdingowa).

Komparycja umowy

Kiedy nazwaliśmy już swoją umowę, możemy przejść do tworzenia komparycji. Jest to część umowy, która zawiera czas i miejsce zawarcia umowy, a także oznaczenia stron. Niezwykle istotnym jest to, aby określić precyzyjnie strony i ich reprezentację. Jeśli mamy do czynienia z osobami fizycznymi, należy wskazać ich imię i nazwisko, adres zamieszkania, numer i serię dowodu osobistego, nr PESEL oraz (jeśli mamy do czynienia z przedsiębiorcą wpisanego do CEIDG) nazwę prowadzonej działalności gospodarczej. W przypadku innych podmiotów prawa, tj. osób prawnych oraz tzw. „niepełnych osób prawnych” (np. spółek osobowych) należy określić ich firmę, siedzibę, adres, numer KRS (jeśli taki posiadają), NIP, oraz dodatkowo również numer REGON. W przypadku spółek z ograniczoną odpowiedzialnością trzeba wskazać także na wysokość kapitału zakładowego. Z kolei przy spółkach akcyjnych i komandytowo – akcyjnych wymagane jest określenie wysokości kapitału zakładowego, a ponadto czy został on w całości wpłacony, gdyż reguły pokrywania kapitału zakładowego w tych spółkach są odmienne aniżeli w spółce z o.o.

Reprezentacja przy podpisywaniu umowy

Problem reprezentacji z kolei dotyczy pełnomocników, prokurentów i organów. Osobę fizyczną co do zasady może reprezentować tylko pełnomocnik, choć istnieją poglądy pozwalające na udzielenie prokury również przez osobę fizyczną – przedsiębiorcę wpisanego do CEIDG. Problematyka reprezentacji najbardziej skomplikowana jest w przypadku organów osób prawnych. Za każdym razem należy poddać uważnej analizie akty, które regulują organizację danego podmiotu, tj. umowę czy też statut. Z reguły bowiem przepisy prawa dotyczące reprezentacji osób prawnych mają charakter względnie obowiązujący. Jeśli jednak dany akt nie określa sposobu reprezentacji, należy sięgnąć do przepisów prawa. Pamiętać ponadto należy o szczególnych zasadach reprezentacji np. w przypadku zawierania umów między spółką z ograniczoną odpowiedzialnością a członkiem jej zarządu (wtedy spółkę reprezentuje nie zarząd, a rada nadzorcza lub pełnomocnik powołany uchwałą wspólników). Istotnym jest, że umowa powinna także wskazywać dokument, na podstawie którego strony ustaliły właściwy sposób reprezentacji, np. pełnomocnictwo, odpis aktualny KRS, wydruk z CEIDG.

Preambuła umowy

Umowa może zawierać preambułę, czyli niejako wstęp do umowy, w której strony określają cele i motywy zawarcia umowy. Nie jest to jednak element obligatoryjny umowy, choć często pomaga on przy dokonywaniu wykładni oświadczeń woli stron.

Przeczytaj również: Jak napisać dobry pozew?

Zasadnicza część umowy

Teraz można przejść już do zasadniczej części umowy. Tutaj nie ma już sztywnych reguł, gdyż każda umowa jest inna. Istnieją jednak pewne elementy, która powinien zawierać każdy kontrakt. Należy do nich przede wszystkim tzw. przedmiot umowy, czyli określenie, na co strony się umawiają. W przypadku umów nazwanych z Kodeksu cywilnego, najlepiej korzystać z opisów umów zawartych w przepisach Kodeksu (najczęściej będzie to pierwszy przepis dotyczący danej umowy) – to rozwiązanie daje względne bezpieczeństwo, że przedmiot umowy będzie zawierał jej elementy istotne. Dla przykładu, przy umowie sprzedaży, należy określić rzecz będącą przedmiotem umowy oraz cenę. Większym wyzwaniem jest natomiast konstrukcja przedmiotu umowy przy umowach nienazwanych albo mieszanych (zawierających elementy kilku umów nazwanych).

Oświadczenia stron umowy

Dla zabezpieczeń interesów stron warto również w umowie sformułować oświadczenia stron. Na przykład przy umowie najmu wynajmujący może oświadczyć m.in., że przedmiot najmu nie posiada żadnych wad fizycznych i prawnych oraz że nie jest przedmiotem żadnych postępowań sądowych, a najemca potwierdza, że zapoznał się ze stanem technicznym lokalu i nie wnosi do niego zastrzeżeń. Takie oświadczenia mogą być pomocne w przypadku powstania ewentualnego sporu i określenia odpowiedzialności stron za dokonane zapewnienia.

Zasada swobody umów

W dalszej kolejności należy pamiętać, że zgodnie z zasadą swobody umów, strony mogą ułożyć stosunek prawny według swego uznania, byleby jego treść lub cel nie sprzeciwiały się właściwości (naturze) stosunku, ustawie ani zasadom współżycia społecznego (art. 3531 k.c.). Warto zatem przed sporządzeniem danej umowy (o ile jest ona umową nazwaną) zapoznać się dokładnie z przepisami prawa, które ją regulują, a także z tym, które z nich są względnie oraz bezwzględnie obowiązujące. Strony mogą bowiem modyfikować jedynie treść tych przepisów, które mają charakter względnie obowiązujący. Trzeba ponadto przyswoić sobie pojęcie tzw. przepisów semiimperatywnych tj. takich, które można modyfikować, jednak nie można jednocześnie pogarszać tych warunków, które zostały w nich sformułowane. Jako przykład można podać przepis art. 687 Kodeksu cywilnego, który pozwala na wypowiedzenie przez wynajmującego najmu lokalu bez zachowania terminu wypowiedzenia, jeśli najemca dopuszcza się zwłoki z zapłatą czynszu za co najmniej dwa pełne okresy płatności (wypowiedzenie może nastąpić dopiero po uprzedzeniu najemcy na piśmie). Strony umowy najmu lokalu mogą zatem umówić się, że wynajmujący będzie miał prawo wypowiedzenia umowy, jeśli najemca będzie zalegał z zapłatą czynszu za więcej niż dwa pełne okresy płatności, ale nigdy za mniej niż ustawowe minimum.

Zabezpieczenia umowne – zastaw, weksel, a może hipoteka?

Warto również wspomnieć o zabezpieczeniach umownych. Strony w umowie mogą bowiem wprowadzić szereg postanowień, które będą realnie zabezpieczać ich interesy w przypadku niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania przez kontrahenta. Takie zabezpieczenia są niezwykle pożądanymi klauzulami umownymi, gdyż niejednokrotnie pozwalają na szybsze dochodzenie swoich roszczeń, a także wywierają one efekt psychologiczny na kontrahencie, który nie pokusi się o niewykonanie lub nienależyte wykonanie umowy z obawy przed skutkami realizacji prawa z danego zabezpieczenia. Do najpopularniejszych zabezpieczeń umownych zaliczamy: zastaw, zastaw rejestrowy, hipotekę, przewłaszczenie na zabezpieczenie, dobrowolne poddanie się egzekucji, poręczenie, gwarancję bankową, gwarancję ubezpieczeniową, weksel, karę umowną, zadatek.

Postanowienia końcowe

Umowę zwykle kończy się tzw. postanowieniami końcowymi, w których określa się moment wejścia w życie umowy, ilość sporządzonych egzemplarzy, a także sposób i formę wprowadzania zmian do umowy (tzw. pactum de forma). Niejednokrotnie strony zawierają również tzw. klauzulę prorogacyjną, tj. określają umowną właściwość sądu (art. 46 k.p.c.). Strony nie mogą jednak modyfikować właściwości miejscowej wyłącznej, a także rzeczowej i funkcjonalnej.

Przeczytaj również: Jak napisać dobrą apelację cywilną?

Umowę kończą podpisy stron oraz wymienienie załączników.

Forma prawna umowy

Przy formułowaniu umów należy ponadto pamiętać o zachowaniu właściwej formy, gdyż wiele umów wymaga odpowiedniej formy prawnej pod rygorem nieważności np. umowa przenosząca własność nieruchomości, umowa zbycia udziałów w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością, umowa leasingu.

Ewa Rybarczyk, Daniel Rybarczyk

cropped-logo_-blog

Prawo autorskie, Prawo cywilne

Copyright trolling – czym jest i jak się przed nim bronić?

troll
Copyright trolling (Źródło obrazka)

W jednym z ostatnich artykułów poruszyliśmy tematykę dotyczącą wezwań do zapłaty w związku udostępnianiem plików przez sieć „torrent”. Ta sprawa, która dotknęła tysięcy Polaków, jest nowym zjawiskiem, które dotarło do Polski z zachodu, głównie ze Stanów Zjednoczonych. Mowa o tzw. copyright trollingu, który w Polsce staje się niestety coraz popularniejszy, a dla niektórych kancelarii radcowskich i adwokackich stanowi wręcz główne źródło dochodu.

Czy jest copyright trolling?

O co więc w tym wszystkim chodzi? Mianem copyright trollingu określa się praktykę polegającą na wysyłaniu wezwań do zapłaty głównie w związku z rzekomym naruszeniem praw autorskich. Celem copyright trolla jest uzyskanie określonej w wezwaniu kwoty tytułem „odszkodowania” czy też „zadośćuczynienia” za naruszenie praw autorskich za np. ściągnięcie czy też udostępnienie jakiegoś pliku w internecie. Na czym jednak polega niebezpieczeństwo tego zjawiska? Otóż w przypadku naruszeń praw autorskich dokonywanych w interencie niezwykle trudno ustalić osobę, która faktycznie dopuściła się tego naruszenia. Bardzo często dochodzi do sytuacji, gdy umowę z operatorem sieci podpisała osoba starsza, która nie umie korzystać ani z komputera ani z internetu, a z sieci de facto korzysta inny domownik: dziecko lub wnuczek. Wezwanie jednak oczywiście jest skierowane do strony umowy, która jednak nie mogła dopuścić się naruszenia praw autorskich. Ponadto znaczenie ma tutaj kolejna cecha charakterystyczna copyright trollingu: wezwania do zapłaty często formułowane są tak, aby przestraszyć adresata. Najczęściej wzywający do zapłaty powołuje się na konkretne przepisy prawa, wskazuje na konkretny udostępniony plik (np. tytuł filmu), adres IP użytkownika, datę udostępnienia pliku, a także podaje kwotę, której zapłaty oczekuje. Ponadto wezwanie napisane jest tak, że sugeruje, iż kwota odszkodowania dochodzonego na drodze sądowej będzie o wiele większa aniżeli ta określona w wezwaniu, a zatem uprawniony, chcąc polubownie załatwić sprawę, niejako wychodzi naprzeciw temu, kto naruszył jego prawa i proponuje zakończyć problem przez zapłatę „niższej kwoty”. Co więcej, wiele wezwań zawiera informacje dotyczące toczących się już postępowań karnych w stosunku do odbiorcy wezwania. Takie informacje niemalże u każdej osoby, która pierwszy raz styka się z copyright trollingiem wywołują przyspieszone bicie serca oraz odczucie pozostawania w „stanie zagrożenia”. Skutkiem powyższego jest niezwykle często zapłata przez adresata żądanej kwoty. Takie rozwiązanie problemu zwykle podyktowane jest strachem danej osoby przed odpowiedzialnością cywilną i karną.

Ostatnio w copyright trollingu „uprawianym” w Polsce doszedł nowy element, który już jakiś czas temu zadomowił się w Stanach Zjednoczonych. Mianowicie dotyczy on wzywania do zapłaty za ściąganie i udostępnianie… filmów pornograficznych. Niezwykle często adresaci takich wezwań płacą żądane kwoty nie ze względu na strach przed odpowiedzialnością cywilną i karną, ale z poczucia wstydu przed rodziną czy osobami ze środowiska pracy.

Jak się bronić przed copyright trollingiem?

Jak należy się jednak zachować? Po pierwsze (co już wskazywaliśmy w artykule dotyczącym „torrentów”), jeśli ktoś otrzymał wezwanie do zapłaty listem zwykłym, to nie jest ono wiele warte. Nadawca nie ma dowodu nadania, a więc niezwykle ciężko będzie mu dowieść w sądzie, że wysłał do Was wezwanie do zapłaty, a tym bardziej, że je otrzymaliście. Ponadto należy zobaczyć kto podpisał wezwanie – jeśli zrobił to adwokat lub radca prawny, do wezwania powinno być dołączone pełnomocnictwo. Jeśli takiego pełnomocnictwa nie ma, to nie zostało wykazane stosowne umocowanie, a zatem zgodnie z art. 104 Kodeksu cywilnego, taka czynność prawna będzie nieważna. Profesjonalny pełnomocnik nie może ponadto (co niestety także się zdarza) wskazywać w treści pisma, iż pełnomocnictwo znajduje się do wglądu w siedzibie kancelarii. To na nim spoczywa ciężar wykazania swojego umocowania, a nie na adresacie pisma.

Inną kwestią jest sfera postępowania karnego. Wskazywanie na toczące się postępowanie karne jest oczywiście elementem zastraszania. To, że dane postępowanie się toczy, jeszcze nie oznacza, że adresat wezwania jest podejrzanym w sprawie, co często sugerują copyright trolle. Może zdarzyć się tak, że rzeczywiście zostało wszczęte postępowanie przygotowawcze, ale toczy się ono w sprawie (in rem), a nie przeciwko osobie (in personam). Osoby mające związek z daną siecią, z której zostały udostępnione pliki (np. wszyscy domownicy) mogą otrzymać wezwanie do stawienia się w charakterze świadka, co nie oznacza, że są oni już podejrzanymi w sprawie. Należy pamiętać, że wszczęcie postępowania przeciwko osobie następuje w momencie wydania postanowienia o przedstawieniu zarzutów albo w chwili postawienia zarzutu w związku z przystąpieniem do przesłuchania w charakterze podejrzanego (art. 71 § 1 k.p.k. oraz art. 308 § 2 k.p.k. i art. 325g § 1 i 2 k.p.k.). Jednym słowem: wzywający do zapłaty nie może sugerować, że przeciwko adresatowi wezwania toczy się postępowanie karne albo że adresat zostanie na pewno pociągnięty do odpowiedzialności karnej.

Przeczytaj również: Otrzymałem wezwanie do zapłaty za ściąganie z torrentów. Co robić?

Najważniejsza rzecz jednak sprowadza się do prostego wewnętrznego osądu: czy faktycznie dopuściliśmy się naruszenia czy też nie. Jeśli z czystym sumieniem możemy powiedzieć, że wezwanie nie dotyczy nas, wtedy nie ma się czego obawiać. Wielu ekspertów wypowiadających się w przedmiocie copyright trollingu sugeruje podjęcie korespondencji z wzywającym do zapłaty w celu wskazania, że wezwanie jest niezasadne. W przypadku jednak, gdy rzeczywiście doszło do naruszenia i wezwanie ma podstawy faktyczne, należałoby zarekomendować skontaktowanie się z prawnikiem.

Pobieraczek i plikostrada

Na marginesie należy również wspomnieć o niedawnym problemie związanym z takimi serwisami jak pobieraczek.pl czy też plikostrada.pl. Serwisy te umożliwiały pobieranie plików, jednak wymagały przy tym od użytkownika założenia konta, podania swoich danych łącznie z adresem zamieszkania, a także zaakceptowania regulaminu. Wykorzystując naiwność czy też pośpiech wielu internautów, oba serwisy tak konstruowały swój regulamin, iż korzystanie z usług „pobieraczka” czy „plikostrady” wiązało się z koniecznością opłacania abonamentu po upływie krótkiego okresu, kiedy usługi były darmowe. W konsekwencji usługodawca wysyłał na podany przy rejestracji adres e-mail wezwanie do zapłaty. O ile serwisem pobieraczek.pl skutecznie zajął się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, to plikostrada.pl jako klon „pobieraczka”, uszczelniła swój regulamin, a ponadto przeniosła swoją siedzibą do… Dubaju, co utrudniało namierzenie i pociągnięcie twórców serwisu do odpowiedzialności. Nawiązując do powyższych rozważań, należy wskazać, iż wartość wezwania do zapłaty wysłanego drogą mailową jest oczywiście nawet mniejsza aniżeli wezwania otrzymanego listem zwykłym. W każdej jednak z takich spraw należy zachować ostrożność, dokładnie przeczytać wezwanie i zabezpieczyć swoje interesy. Przede wszystkim jednak należy pamiętać o czytaniu wszelkich regulaminów usługodawców, a także o niepodawaniu swoich danych, w szczególności adresu zamieszkania – to prawdziwa pożywka dla copyright trolli, a także wszelkiej maści naciągaczy.

Niestety copyright trolling w Polsce dopiero raczkuje, a jednocześnie tak naprawdę nikt nie zajmuje się tym problemem na poważnie. W USA prawdziwy „boom” na szantaże internetowe już minął. Jedno z przedsiębiorstw, które zajmowało się internetowym trollowaniem i wzywaniem do zapłaty, Rightscorp, zostało w końcu pozwane przez internautów w trybie zbiorowym. Pracownicy Rightscorp posuwali się jednak o wiele za daleko w copyright trollingu– potrafili nękać ludzi telefonami czy wmawiać im, że jeśli nie zapłacą, zostaną odcięci od internetu.

Problemem wydaje się przepis art. 116 ust. 1 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Zgodnie z tą regulacją, kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Poseł sejmu poprzedniej kadencji, Andrzej Jaworski podjął działania mające na celu nowelizację tego przepisu tak, aby karalne było jedynie rozpowszechnianie cudzego utworu w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Problem copyright trollingu dostrzegł również poseł Przemysław Wipler. Co więcej, w tym przedmiocie krytycznie wypowiedział się Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych oraz Naczelna Rada Adwokacka. Ministerstwo Sprawiedliwości jednak nie podjęło póki co żadnych konkretnych działań mających na celu walkę z copyright trollami. Na uwagę zasługują jednak podjęte i to często skutecznie działania Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w walce z szantażem internetowym. Jako przykład można podać postępowanie w stosunku do serwisu „pobieraczek” czy też wszczęte na początku października 2015 r. postępowanie wyjaśniające w sprawie kancelarii Lex Superior.

Póki co zależy więc pamiętać, że ofiarą copyright trollingu może stać się każdy. Należy zatem dbać o ochronę swoich danych w internecie i przede wszystkim być rozważnym. Rezygnacja z sieci „torrent” czy też uważna lektura regulaminów usługodawców oferujących możliwość ściągania plików z internetu to podstawa. Nie wymaga to od nas wiele wysiłku, a może zaoszczędzić wiele nerwów i nieprzyjemności.

Daniel Rybarczyk

logo_ blog

Prawo autorskie, Prawo cywilne

Otrzymałem wezwanie do zapłaty za ściąganie z torrentów. Co zrobić?

EZTV-Torrent-Website-Back-Online-After-Police-Raid-The-Pirate-Bay-Still-Down-467184-2
Wezwanie do zapłaty za ściąganie z torrentów (Źródło obrazka)

Mniej więcej od 2008 roku raz po raz pojawia się kolejna fala wysyłanych wezwań do zapłaty kierowanych do użytkowników wszelkich programów umożliwiających ściąganie z tzw. torrentów. Niezwykle często przy tego typu akcjach słyszy się o wezwaniach organów ścigania do stawiennictwa w charakterze świadka na komisariacie policji czy też wręcz o wizytach policji w domach i zabezpieczeniu sprzętu elektronicznego na potrzeby ekspertyzy.

Wezwanie do zapłaty – „Drogówka”, „Obława”

Ostatnie wezwania do zapłaty z 2014 r. to w szczególności efekt działania kancelarii Anny Łuczak. W imieniu producentów filmowych kancelaria wysyła wezwania do zapłaty odszkodowania tym osobom, które podejrzewa o nielegalne rozpowszechnianie filmów w internecie. Zwykle chodzi o kwoty w wysokości 550 zł, jednak zdarzają się też wezwania dotyczące wyższych sum. Najczęściej sprawy dotyczyły filmów „Drogówka”, „Wałęsa. Człowiek z nadziei”, czy też „Obława”. Skąd jednak bierze się cały problem?

Sieć P2P – co to jest?

Źródłem wszystkiego jest sposób działania siedzi P2P, której przykładem jest sieć torrent. Pobierając dany plik nie tylko ściągamy go na swój dysk, ale jednocześnie rozpowszechniamy innym użytkownikom sieci, a zatem seedujemy. Udostępnianie następuje tak naprawdę już w momencie rozpoczęcia ścigania danego pliku, stąd usunięcie go z listy programu już po ściągnięciu de facto nie czyni użytkownika bezpiecznym.

Można ściągać czy nie?

O ile ściąganie plików z internetu nie jest zabronione i mieści się w granicach tzw. dozwolonego użytku rozumianego w myśl przepisów ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. prawo autorskie, to już ich udostępnianie bez zgody twórcy stanowi naruszenie jego autorskich praw majątkowych. Z powyższym wiąże się również odpowiedzialność karna przewidziana przepisem art. 116 § 1 i 4 Prawa autorskiego:

§ 1. Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
(…)
§ 4. Jeżeli sprawca czynu określonego w ust. 1 działa nieumyślnie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Jak wskazuje J. Raglewski, powyższa regulacja ma gwarantować ochronę prawnokarną prawom majątkowym przysługującym twórcom czy też innym podmiotom uprawnionym z tytułu praw autorskich. Chodzi zatem o przeciwdziałanie naruszaniu interesów ekonomicznych osób dysponujących prawami autorskimi, wynikających z używania ich przez inne podmioty niż ich prawni użytkownicy. Czyny te mają charakter powszechny, a zatem może popełnić je każdy, kto jest zdolny do ponoszenia odpowiedzialności karnej.

Przeczytaj również: Copyright trolling – czym jest i jak się przed nim bronić?

W niniejszej sprawie zarysowują się zatem dwa rodzaje odpowiedzialności: cywilna i karna. Pamiętać bowiem należy, że ustawa Prawo autorskie przewiduje własną regulację odpowiedzialności deliktowej w przypadku naruszenia majątkowych praw autorskich. Powyższe reguluje art. 79 Prawa autorskiego wskazujący na katalog dopuszczalnych żądań uprawnionego z tytułu naruszenia praw autorskich. Wśród tego katalogu można dostrzec m.in. żądanie naprawienia szkody na zasadach ogólnych (art. 415 Kodeksu cywilnego) czy też żądanie zapłaty sumy pieniężnej w wysokości odpowiadającej dwukrotności, a w przypadku gdy naruszenie jest zawinione – trzykrotności stosownego wynagrodzenia, które w chwili jego dochodzenia byłoby należne tytułem udzielenia przez uprawnionego zgody na korzystanie z utworu.

Torrenty a policja

Wezwania do zapłaty kierowane przez kancelarię Anny Łuczak czy też inne biura prawne odnoszą się do cywilnoprawnego aspektu całej sprawy. Z kolei w przypadku, gdy interweniuje policja lub prokuratura, mamy do czynienia z postępowaniem przygotowawczym w rozumieniu Kodeksu postępowania karnego i groźbą ewentualnej odpowiedzialności karnej. Co jednak zrobić w tego typu sytuacjach?

Po pierwsze, w przypadku otrzymania wezwania do zapłaty należy upewnić się czy zostało ono wysłane listem poleconym. Jeśli nie, niemalże na pewno mamy do czynienia z tzw., copyright trollingiem a nie poważnym pismem z kancelarii prawnej. Schody zaczynają się, gdy otrzymujemy pismo nadane listem poleconym. Wtedy najlepiej zastanowić się czy żądanie wyrażone w piśmie jest zasadne tzn. czy rzeczywiście ściągaliśmy i udostępnialiśmy film, o którym mowa w żądaniu. Jeśli nie, warto zwrócić się do prawnika lub samodzielnie odpisać na pismo, wskazując, że żądanie jest niezasadne, a my sami nigdy nie ściągaliśmy danego filmu przy użyciu sieci P2P. W przypadku z kolei wezwania do stawienia się na przesłuchanie w charakterze świadka otrzymanego z komisariatu policji, należy zastosować się do wezwania. Zgodnie bowiem z art. 131 Kodeksu postępowania karnego, na świadka, biegłego, tłumacza lub specjalistę, który bez należytego usprawiedliwienia nie stawił się na wezwanie organu prowadzącego postępowanie albo bez zezwolenia tego organu wydalił się z miejsca czynności przed jej zakończeniem, można nałożyć karę pieniężną w wysokości do 10.000 złotych. Oczywiście przesłuchanie w charakterze świadka to jeszcze nie skazanie czy nawet postawienie zarzutów. Jedno jest pewne – jeśli to nie my ściągnęliśmy film, nie musimy się martwić. Jeśli jednak popełniliśmy czyn zabroniony, wtedy najlepiej udać się od razu do prawnika.

Czego zatem nie robić?

Wreszcie wspomnieć należy, jak się zabezpieczyć na przyszłość, bowiem opisane sytuacje mogą spotkać każdego z nas, nawet jeśli jesteśmy niewinni. Dlaczego? Wielu z nas nadal zapomina o konieczności zabezpieczenia sieci Wi-Fi hasłem. Wydaje się to jednak konieczne, gdyż nigdy nie wiemy czy przypadkiem sąsiad nie korzysta z naszej sieci np. ściągając filmy przy użyciu sieci P2P. Jeśli organy ścigania wykryją, że dochodzi do udostępnienia plików, to namierzą nasz adres IP i to my możemy mieć problemy. Ponadto należy zawsze pilnować dzieci. Wielokrotnie na forach internetowych czyta się o rodzicach, którzy otrzymują wezwania z policji lub z kancelarii prawnych, podczas gdy to ich dzieci, bez ich wiedzy ściągały pliki. Oczywiście osoby, które nie ukończyły 17 roku życia co do zasady nie ponoszą odpowiedzialności karnej, ale jednak warto zaoszczędzić sobie wcześniej czasu i nerwów. Ponadto najważniejsze – jeśli nadal ktoś używa sieci P2P i ściąga pliki przy pomocy torrentów, niech jak najszybciej z tego zrezygnuje. Jak wskazano bowiem wyżej, pobieranie plików przy pomocy sieci P2P oznacza ich jednoczesne udostępnianie, co jest zabronione przez polskie prawo pod groźną odpowiedzialności karnej i narażenia się na odpowiedzialność cywilnoprawną. W końcu, lepiej zapobiegać niż leczyć.

Źródła:
– J. Raglewski, Prawo autorskie i prawa pokrewne. Komentarz, LEX, 2015

Daniel Rybarczyk

cropped-logo_-blog