Inne, Poradniki

Czy prawnik powinien być psychologiem?


O nas Daniel
www.rybarczyk-kancelaria.pl

Mówi się, że prawnik to dzisiaj nie tylko osoba znająca się na prawie i potrafiąca je stosować. Potrzeby rynku i rosnące wymagania Klientów wymuszają na praktykach prawa posiadanie wielu innych umiejętności, które są już nie tylko przydatne, ale wręcz niezbędne w wykonywaniu zawodu radcy prawnego czy adwokata. Jedną z takich umiejętności jest odpowiednie psychologiczne podejście do Klienta oraz relacji z Klientem. Czy aby na pewno jest to dobra droga?

Co oczywiste, prawnik to przede wszystkim osoba posiadająca wiedzę i doświadczenie z zakresu prawa. Prawo to jednak tak obszerna i niezmierzona dziedzina, że większość prawników w miarę rozwoju swojej kariery stawia na specjalizację. Na przykład w naszej Kancelarii zajmujemy się głównie obsługą przedsiębiorców. Zatem już widzimy pierwsze zawężenie dziedziny wiedzy z uwagi na jej niebywałą obszerność. Teraz dodajmy do tego psychologię. Co nam wyjdzie?

Z jednej strony możemy podejść do modelu prawnika – psychologa jako osoby, która powinna mieć wykształcenie w dziedzinie, którą się posługuje. Skoro od prawnika wymaga się bycia dobrym psychologiem, to powinien skończyć psychologię albo przynajmniej dokształcić się w minimalnym stopniu. Czy to możliwe? Jak najbardziej tak, ale w zasadzie zbędne. Studia psychologiczne, choć na pewno bardzo ciekawe, to jednak nie ukierunkują praktyka prawa pod kątem odpowiedniego – psychologicznego – podejścia do Klienta, który przychodzi do kancelarii po pomoc prawną. Na pewno nie pomogą prawnikowi w radzeniu sobie z rozmową z Klientem, daniu mu wsparcia przy trudnych sprawach czy też radzeniu sobie z tymi najbardziej wymagającymi Klientami. Zawód radcy prawnego (czy też adwokata) jest jednak na tyle specyficzny, że ogólnie studia psychologiczne mogą okazać się stratą czasu.

DSC_0521
www.rybarczyk-kancelaria.pl

Zatem załóżmy drugi model: prawnika z wykształcenia i psychologa – naturszczyka. Brzmi słabo? Niekoniecznie. Każdy z nas w miarę jak zdobywamy doświadczenie „życiowe”, wie jak radzić sobie w różnych sytuacjach. Z czasem zdobywamy odporność na stres, stajemy się bardziej asertywni czy też wypracowujemy w sobie umiejętność zjednywania sobie ludzi. W ramach pracy prawnika te umiejętności również się przydają, ale muszą być ukierunkowane na wykonywany zawód oraz relacje z konkretnym typem Klienta. Jaki z tego wniosek? Na wszystko przyjdzie czas! Prawnik, który wchodzi do zawodu na pewno będzie miał trudności w wypracowaniu sobie odpowiednich relacji z Klientami – w końcu każda sprawa jest inna i każdy Klient również jest inny. Podobnie niełatwym zadaniem będzie odpowiednie zidentyfikowanie potrzeb Klienta czy też okazanie mu stosownego wsparcia emocjonalnego. W końcu zwykle nie znamy Klientów prywatnie i nie do końca nie wiemy, jaki mają charakter, a wypracowanie w sobie intuicji wymaga lat praktyki. Dlatego tak bardzo ważne jest doświadczenie w pracy prawnika i świadome traktowanie jak nauki kolejnych spotkań, relacji, sukcesów i porażek. Dla przykładu: jeśli mamy styczność z Klientem, który od razu oczekuje dużego zaangażowania czasowego w sprawę, gdyż zależy mu na tym, aby poddać analizie każdy aspekt jego problemu prawnego i odbywać częste spotkania, wtedy pierwszym krokiem powinno być zapewnienie takiego Klienta o zasadach etyki, które nakazują profesjonalnemu pełnomocnikowi sumienne i rzetelne świadczenie pomocy prawnej. W samej tej zasadzie skupia się konieczność maksymalnego zaangażowania naszego czasu i wysiłków nad każdą sprawą zleconą przez Klienta. Błędem z kolei byłoby zapewnienie Klienta o tym, że poświęcimy całość albo większość naszego czasu tylko jego sprawie, gdyż byłoby to de facto kłamstwo (w końcu każdy prawnik ma również innych Klientów, których musi traktować na równi). Takie kłamstwo szybko obróciłoby się przeciwko prawnikowi. Panowanie nad tym, co mówimy, o czym zapewniamy Klientów i w jaki sposób to mówimy jest w zasadzie pierwszym krokiem do odpowiedniego psychologicznego podejścia w zawodzie prawnika.

Drugi model zatem jest możliwy do wypracowania w miarę zdobywania doświadczenia i pewności w wykonywaniu zawodu radcy prawnego lub adwokata. Ta pewność siebie z pewnością pozytywnie wpływa nie tylko na komfort wykonywania zawodu, ale przede wszystkim udziela się Klientowi, dla którego pewność powierzenia sprawy w odpowiednich rękach jest zwykle najważniejsza.

Pamiętajmy jednak, że przede wszystkim należy być prawnikiem czyli specjalistą od prawa. Żadne umiejętności „miękkie” czy też uzupełnienie wiedzy i doświadczenia w zakresu psychologii nie powinny nigdy wyjść na pierwszy plan w stosunku do pierwotnej i najważniejszej misji wykonywanego zawodu jaką jest niesienie pomocy prawnej.

Reklamy
Inne

Czas zmienić Konstytucję !(?) czyli o „Duchu Narodu” słów kilka

tk2
Źródło

Spory polityczne co do kształtu obecnie obowiązującej Konstytucji RP z 2 kwietnia 1997 r. od pewnego czasu są niezwykle żywe w naszym kraju. Odcinając się całkowicie od parlamentarnych i partyjnych dysput, które od dłuższego czasu trącą jałowością, chciałbym w tym artykule poświęcić swoją uwagę niezwykle ważnemu zjawisku, które pojawiło się na początku trwania obecnej kadencji naszego parlamentu. Chodzi o problematykę celu zmiany Konstytucji i tzw. „Ducha Narodu”.

Gdy po ostatnich wyborach Sejm RP obecnej kadencji się ukonstytuował, posłowie niektórych ugrupowań zaczęli głosić niezwykle enigmatyczną tezę o istnieniu tzw. „Ducha Narodu” czy też „Ducha Suwerena”, który miałby stać ponad stanowionym prawem. Istotą owego „Ducha” miałoby być stanie na straży praworządności i ochrony obywateli przed wynaturzeniami prawa. Skoro bowiem Naród (przez swoich przedstawicieli w parlamencie) tworzy prawo, to przecież prawo to nie może być sprzeczne z „Duchem Narodu”, a jeśli nawet by się tak stało, to takie prawo nie miałoby racji bytu i nie powinno istnieć. Ale co w sytuacji, gdy takie „niezgodne z Duchem Narodu” prawo rzeczywiście istnieje i jest stosowane? Tu pojawia się bardzo medialna i „paląca” ostatnimi czasy kwestia zmiany Konstytucji RP. Zawirowania wokół Trybunału Konstytucyjnego poskutkowały wyraźnymi postulatami zmiany Konstytucji w zakresie m.in. trybu wyboru sędziów TK. Pojawiły się głosy, że Konstytucja jest w końcu li tylko „kawałkiem papieru”, który powinien zostać zmieniony, jeśli nie przystaje do „woli Narodu”, „woli Obywateli” czy też swoistej „wygody”.

Truizmem jest stwierdzenie, że prawo winno być przyjazne obywatelowi, a jego kształt i stosowanie świadczy o praworządności państwa. Jednakże czy powoływanie się na bliżej nieokreślonego „Ducha Narodu” oraz uzależnianie rzekomo pilnych zmian w najważniejszych aktach prawnych winno być podyktowane tylko „wolą Narodu”, która przecież realnie może dać o sobie wyraz tylko w wyborach powszechnych lub w referendum? Jeśli już przyklasnęliście niezwykle pompatycznym przemowom o Duchu, któremu prawo winno być poddane, to chyba jednak przyjdzie czas na rozczarowanie.

Zgodnie z art. 2 Konstytucji RP, Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej. Jest o tzw. zasada demokratycznego państwa prawnego, która jest naczelną zasadną Konstytucji. Zasada ta oznacza, że w Rzeczpospolitej Polskiej istnieje nakaz przestrzegania prawa przez wszystkich, do których jest ono kierowane, a więc zarówno przez obywateli jak i organy państwa. W szczególności w kontekście art. 2 Konstytucji istotne jest przestrzeganie prawa przez organy państwa, które winne działać jedynie na podstawie i w granicach prawa. Obowiązujące prawo jest zatem wyznacznikiem tego, czego obywatel może spodziewać się w relacji z państwem oraz ze wszystkimi uczestnikami obrotu i porządku prawnego. Skoro tak, to muszą obowiązywać zasady, które taką pewność gwarantują. Takimi zasadami są m.in. zasada niedziałania prawa wstecz, zaufania obywatela do organów państwa, ochrony praw nabytych czy też domniemania niewinności.  Obowiązujące prawo, uchwalone i ogłoszone stosownie do konstytucyjnych i ustawowych reguł wyznacza zarówno reguły funkcjonowania państwa, jak i granice działania wszystkich podmiotów prawa. Koncepcja demokratycznego państwa prawnego oparta jest zatem na zasadzie legalizmu, bez której nowoczesne państwo i prawo nie mogą się obyć.

Gdzie tu zatem miejsce dla „Ducha Narodu”? Otóż okazuje się, że nigdzie. Bliżej nieokreślony i niespersonifikowany byt nie jest ani ustawodawcą ani gremium, które może uchwalać prawo. Taki Duch nie jest jednak wcale obojętny. Jest on niezwykle niebezpieczny! Koncepcja „Ducha Narodu” opracowana przez Hegla została potem wielokrotnie wynaturzona i stała się podwaliną największych totalitaryzmów w dziejach nowożytnego świata. O „Duchu Narodu” pisał nie tylko Hegel, ale też Fichte, na którego niezwykle często powoływał się Adolf Hitler. Naziści i mussoliniści przy pomocy Ducha Narodu uzasadniali zbrodnicze reformy oraz gwałty na prawie i praworządności, które miały utwierdzić ich władzę oraz pomóc w realizacji destrukcyjnych planów. Skoro, według tej koncepcji, nad stanowionym prawem istnieje nieokreślony byt, to każda zmiana prawa czy też nawet jego naruszenie ma swoje usprawiedliwienie. Taka doktryna stoi w skrajnej opozycji wobec zasady legalizmu, która daje pewność życia i funkcjonowania w praworządnym państwie.

Rzecz jasna, nie należy gloryfikować złego prawa ani też niewłaściwego stosowania przepisów, z którym bardzo często się spotykamy – takie praktyki zasługują na piętnowanie i zdecydowaną zmianę. Nie można jednak dopuścić do tego, aby ponad prawem stało coś, czego nie da się określić. Prawo stanowi suweren, czyli obywatele działający (w warunkach demokracji pośredniej) przez swoich przedstawicieli. Stanowione jest ono w celu podporządkowania się mu i przestrzeganiu dla dobra ogółu społeczeństwa (Narodu). Prawa nie stanowi żaden Duch czy też samoczynnie działająca wola Narodu. „Duch i wola” muszą objawić się w sposób proceduralnie określony – poprzez wybory powszechne, referendum, inicjatywę ustawodawczą, proces legislacyjny, głosowanie, uchwalenie, podpisanie aktu prawnego i jego ogłoszenie. Jedynie ustalona i pewna procedura, która pozwala na osiągnięcie pewności w kształtowaniu i stosowaniu prawa pozwoli na budowanie praworządności, a także na walkę z patologiami prawnymi. Nie można uciekać się do koncepcji istniejących niejako „na zewnątrz prawa” czy też „poza prawem”. Takie działanie zdecydowanie nie zasługuje na oklaski, a jedynie na dezaprobatę i wyraźny sprzeciw. W historii ludzkość oglądała już dostatecznie dużo gwałtów na prawie i praworządności popełnionych w imię idei, aby w imię szybkich i nieprzemyślanych reform popełnionych „na skróty” i wbrew prawu rezygnować ze sprawdzonych koncepcji oraz podstawowych reguł funkcjonowania państwa i prawa.

Tym samym wszelkie potrzebne zmiany w prawie, nawet w Konstytucji, są pożądane, jeśli uwzględniają zasadę legalizmu, a nie zostają uzasadnione działaniem „duchów”, „woli”, czy też innych nieokreślonych sił. Słusznie zatem zwykł mawiać Pan Profesor Marian Filar do swoich studentów podczas wykładów z prawa karnego, że duchy są tylko na cmentarzu i w horrach …. i tam je zostawmy.

Daniel Rybarczyk

Inne

Prawo pacjenta do informacji

4f47b67ef2861nurse-patient
Prawo pacjenta do informacji (Źródło obrazka)

Prawo pacjenta do informacji jest jednym z najistotniejszych, ale też najczęściej niedocenianych i pomijanych uprawnień pacjenta. Uregulowane m.in. w przepisach od art. 9 do 12 ustawy z dnia 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta sprowadza się w głównej mierze do prawa pacjenta do świadomego udziału w podejmowaniu decyzji, które dotyczą jego zdrowia i życia.

Źródło tego prawa należałoby wyprowadzić z treści samej Konstytucji RP z 2 kwietnia 1997 r., a w szczególności z prawa obywatela do prywatności (D. Karkowska, Ustawa o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Komentarz, LEX, 2012). Niezaprzeczalnym prawem jednostki w dobie obecnego rozwoju techniki jest prawo do uzyskiwania i kontroli obiegu informacji na swój temat.

Kto ma prawo do informacji?

Zakres podmiotowy prawa pacjenta do informacji obejmuje, zgodnie art. 9 ust. 2 ustawy, pacjenta pełnoletniego, a także pacjenta małoletniego, który ukończył szesnasty rok życia. Ustawa w omawianym przepisie wskazuje, iż prawo do informacji posiada zarówno pacjent, który ukończył 16 lat, jak i również jego przedstawiciel ustawowy. Prawo do informacji obejmuje żądanie udzielenia informacji odnośnie stanu zdrowia pacjenta, rozpoznania, proponowanych oraz możliwych metod diagnostycznych i leczniczych, dających się przewidzieć następstw ich zastosowania albo zaniechania, wyników leczenia oraz rokowania. Jeśli natomiast chodzi o pacjenta, który nie ukończył 16 lat, zgodnie z art. 9 ust. 7 ustawy, ma on prawo to uzyskania tych samych informacji, o których mowa w ust. 2, jednak w zakresie i formie potrzebnej do prawidłowego przebiegu procesu diagnostycznego lub terapeutycznego. D. Karkowska wskazuje, iż choć w takich przypadkach zasadą jest informowanie przedstawiciela ustawowego, także pacjent małoletni musi być informowany, z tym iż należy uwzględnić jego stopień rozwoju psychofizycznego.

Pacjent ubezwłasnowolniony

Ustawa nie wskazuje na realizację prawa do informacji pacjentów ubezwłasnowolnionych. Doktryna przyjmuje jednak, iż taki pacjent przy uwzględnieniu jego procesów poznawczych oraz stopnia świadomości, ma również prawo do kontroli uzyskiwania i obiegu informacji dotyczących jego stanu zdrowia i innych aspektów prawa do informacji. Niepodważalną zasadą jest jednak oczywiście udzielanie informacji opiekunom prawnym takich osób lub ich kuratorom (w przypadku osób ubezwłasnowolnionych częściowo).

Kontrola obiegu informacji o pacjencie

Jak już wspomniano wyżej, pacjent lub jego przedstawiciel ustawowy mają nie tylko prawo do uzyskania informacji określonych w art. 9 ust. 2 ustawy, ale także do kontroli obiegu tych informacji – oznacza to, że w ich gestii leży wyrażenie zgody na udzielenie tych informacji innym osobom (art. 9 ust. 3 ustawy). Wspomniana już D. Karkowska podkreśla, iż w przypadku pacjenta, który ukończył szesnasty rok życia, należy mówić o wymogu podwójnej zgody na przekazywanie informacji osobom trzecim, czyli zgody pacjenta i jego przedstawiciela ustawowego.

Prawo pacjenta do niebycia informowanym

Nie należy zapominać, iż ustawa obok prawa pacjenta do informacji, reguluje również jego prawo negatywne, to jest prawo do żądania nieudzielenia informacji. W myśl art. 9 ust. 4 ustawy, pacjent ma prawo do niebycia informowanym przez lekarza. Takie żądanie musi jednak być wyraźnie, skierowane do lekarza i niebudzące wątpliwości. Podobny przepis zawiera również Kodeks Etyki Lekarskiej w art. 16 ust. 1: „Lekarz może nie informować pacjenta o stanie zdrowia bądź o leczeniu, jeżeli pacjent wyraża takie życzenie”.

Podkreślić należy, iż nie tylko pacjent może żądać nieudzielania mu informacji, ale w pewnych szczególnych wypadkach także sam lekarz z własnej inicjatywy może ograniczyć prawo pacjenta do informacji. Tę instytucję reguluje art. 31 ust. 4 ustawy z dnia 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty, według którego, w sytuacjach wyjątkowych, jeżeli rokowanie jest niepomyślne dla pacjenta, lekarz może ograniczyć informację o stanie zdrowia i o rokowaniu, jeżeli według oceny lekarza przemawia za tym dobro pacjenta. W dalszej części tego przepisu ustawodawca jednak wskazał, iż w takich przypadkach lekarz informuje przedstawiciela ustawowego pacjenta lub osobę upoważnioną przez pacjenta. Na żądanie pacjenta lekarz ma jednak obowiązek udzielić mu żądanej informacji.

Prawo pacjenta do wypowiedzenia się

Pamiętać należy również o tym, że pacjent ma nie tylko prawo do biernego wysłuchania informacji o stanie swojego zdrowia i leczeniu, ale również do postawy aktywnej. Art. 9 ust. 5 wyraźnie wskazuje, iż pacjent po uzyskaniu informacji ma prawo przedstawić lekarzowi swoje zdanie w tym zakresie.

Prawo do wczesnej informacji

W dalszej kolejności należy zaznaczyć, iż zarówno pacjent, jego przedstawiciel ustawowy, jak i jego opiekun faktyczny mają prawo do dostatecznie wczesnej informacji o zamiarze odstąpienia przez lekarza od leczenia pacjenta i wskazania przez tego lekarza możliwości uzyskania świadczenia zdrowotnego u innego lekarza lub podmiotu udzielającego świadczeń zdrowotnych. Prawo to aktualizuje się, gdy zachodzi przesłanka z art. 38 ustawy z dnia 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty. Zgodnie ze wspomnianym art. 38 lekarz może nie podjąć lub odstąpić od leczenia pacjenta, o ile nie zachodzi przypadek, o którym mowa w art. 30 – tzn. nie zachodzi sytuacja, w której lekarz ma obowiązek udzielić pomocy, gdy zwłoka w jej udzieleniu mogłaby spowodować niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia.

Pacjent musi znać swoje prawa

Prawo pacjenta do informacji ma jednak jeszcze szerszy charakter, gdyż wykracza poza informację o „sferze własnego zdrowia”. Prawo to obejmuje również uprawnienie do informacji o prawach pacjenta określonych w przepisach prawa (art. 11 ustawy). Prawo to skorelowanie jest z obowiązkiem podmiotów leczniczych, lekarzy, pielęgniarek i położnych do udzielania takich informacji, a także do ich wywieszenia w lokalu podmiotu leczniczego. W przypadku jednak jeśli mamy do czynienia z pacjentem, który nie jest w stanie się poruszać, ustawa nakazuje udostępnienie tej informacji w sposób umożliwiający zapoznanie się z nią w pomieszczeniu, w którym pacjent przebywa. Co więcej, pacjent, zgodnie z art. 12 ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, ma prawo do informacji o rodzaju i zakresie świadczeń zdrowotnych udzielanych przez podmiot udzielający świadczeń zdrowotnych, w tym o profilaktycznych programach zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych, realizowanych przez ten podmiot.

Jak już zasygnalizowano kilkakrotnie w treści niniejszego artykułu, przepisy ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Prawach Pacjenta wydają się korespondować z regulacjami ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty. Art. 31 ust. 1 tego ostatniego aktu prawnego nakłada na lekarza obowiązek udzielania pacjentowi lub jego ustawowemu przedstawicielowi przystępnej informacji o jego stanie zdrowia, rozpoznaniu, proponowanych oraz możliwych metodach diagnostycznych, leczniczych, dających się przewidzieć następstwach ich zastosowania albo zaniechania, wynikach leczenia oraz rokowaniu. Przepis ten stanowi zatem co do zasady powtórzenie (choć przy uwzględnieniu czasu wejścia w życie obu ustaw jest odwrotnie) przepisu art. 9 ust 2 ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Różnica jednak wydaje się znaczna przy uwzględnieniu wykładni celowościowej i całokształtu regulacji obu ustaw. Chodzi tutaj o problematykę zadośćuczynienia za zawinione złamanie prawa pacjenta do informacji. Jak wskazał Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 18 stycznia 2013 r. (IV CSK 431/12), ustawa o zawodach lekarza i lekarza dentysty nie przewiduje autonomicznego roszczenia o zadośćuczynienie za doznaną krzywdę za naruszenie prawa pacjenta do informacji (a w zasadzie obowiązku lekarza do udzielenia takiej informacji). SN nie wykluczył jednak możliwości formułowania roszczeń w oparciu o naruszenie przez lekarza swojego obowiązku określonego w art. 31 ust. 1 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty. O wiele łatwiej jednak jest poszukiwać podstawy prawnej do dochodzenia zadośćuczynienia na gruncie ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Tutaj w art. 4 ust. 1 ustawodawca wyraźnie wskazał, iż razie zawinionego naruszenia praw pacjenta sąd może przyznać poszkodowanemu odpowiednią sumę tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę na podstawie art. 448 Kodeksu cywilnego. Przepisu tego nie stosuje się jednak mi.n. w przypadku naruszenia prawa pacjenta do informacji określonej w art. 12 ustawy (o rodzaju i zakresie świadczeń zdrowotnych udzielanych przez podmioty udzielające świadczeń zdrowotnych).

Daniel Rybarczyk

cropped-logo_-blog

 Źródła:

– D. Karkowska, Ustawa o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Komentarz, LEX, 2012