Prawo gospodarcze, Umowy

Jak sprzedać firmę? Część 1

DSC_0559
www.rybarczyk-kancelaria.pl

Wielu przedsiębiorców dochodzi do pewnego momentu w swoim biznesie, w którym mówią DOŚĆ! Wtedy pojawia się pomysł sprzedaży tego, co już zostało osiągnięte. W taki momencie w google wyszukuje się magiczne hasło: „Jak sprzedać firmę”?

Teraz uwaga czysto prawna: firmy nie da się sprzedać. Firma – według Kodeksu cywilnego – to oznaczenie przedsiębiorcy, np. firmą osoby fizycznej jest jej imię i nazwisko. Tak rozumiana firma jest niezbywalna. W sensie potocznym „firmą” określa się jednak często przedsiębiorstwo. I teraz każdemu prawnikowi zapala się jedna lampka: sprzedaż przedsiębiorstwa!

Kodeks cywilny zna pojęcie przedsiębiorstwa i nawet podaje jego definicję w art. 55(1): „Przedsiębiorstwo jest zorganizowanym zespołem składników niematerialnych i materialnych przeznaczonym do prowadzenia działalności gospodarczej.

Obejmuje ono w szczególności:

1) oznaczenie indywidualizujące przedsiębiorstwo lub jego wyodrębnione części (nazwa przedsiębiorstwa);

2) własność nieruchomości lub ruchomości, w tym urządzeń, materiałów, towarów i wyrobów, oraz inne prawa rzeczowe do nieruchomości lub ruchomości;

3) prawa wynikające z umów najmu i dzierżawy nieruchomości lub ruchomości oraz prawa do korzystania z nieruchomości lub ruchomości wynikające z innych stosunków prawnych;

4) wierzytelności, prawa z papierów wartościowych i środki pieniężne;

5) koncesje, licencje i zezwolenia;

6) patenty i inne prawa własności przemysłowej;

7) majątkowe prawa autorskie i majątkowe prawa pokrewne;

8) tajemnice przedsiębiorstwa;

9) księgi i dokumenty związane z prowadzeniem działalności gospodarczej”.

Żebyśmy zatem mogli mówić o przedsiębiorstwie, musi wystąpić choć jeden składnik materialny i jeden składnik niematerialny. Pamiętajmy jednak, że wyżej podana lista składników przedsiębiorstwa jest jedynie przykładowa. W skład przedsiębiorstwa mogą wchodzi także inne elementy np. klientela, renoma, doświadczenia produkcyjne czy dostęp do kredytu.

Przed opracowaniem sposobu nabycia przedsiębiorstwa należy najpierw zastanowić się jakie są jego elementy i czy uda się je zbyć w drodze jednej umowy. Należy bowiem pamiętać, że do zbycia przedsiębiorstwa w rozumieniu art. 55(1) Kodeksu cywilnego dochodzi na drodze jednej czynności prawnej. Oczywiście istnieje możliwość zbywania poszczególnych elementów przedsiębiorstwa aż do zbycia całości, jednak najwygodniej i najsprawniej jest co do zasady dokonać zbycia drogą jednej czynności prawnej. Powyższą zasadę kreuje art. 55(2) Kodeksu cywilnego, według którego: „Czynność prawna mająca za przedmiot przedsiębiorstwo obejmuje wszystko, co wchodzi w skład przedsiębiorstwa, chyba że co innego wynika z treści czynności prawnej albo z przepisów szczególnych”. Co oznacza zatem druga część tego zdania? Nic nie stoi na przeszkodzie, aby wyłączyć ze sprzedaży przedsiębiorstwa niektóre jego elementy, które jednak chcemy, żeby zostały przy nas. Trzeba jednak uważać, żeby w umowie zbycia nie wyłączyć takich elementów, bez których przedsiębiorstwo nie może istnieć np. jeżeli istotnym elementem przedsiębiorstwa jest jego nazwa i nieruchomość, która jest ściśle związana z działalnością, trudno wyobrazić sobie przeniesienie własności przedsiębiorstwa bez tych istotnych elementów.

Zbycie przedsiębiorstwa nie może jednak nastąpić drogą zwykłej pisemnej umowy. Kodeks cywilny dla takiej transakcji wymaga umowy w formie pisemnej z podpisami notarialnie poświadczonymi. Natomiast jeżeli w skład przedsiębiorstwa wchodzi nieruchomość, umowa musi mieć formę aktu notarialnego.

Kodeks cywilny w specyficzny sposób reguluje odpowiedzialność nabywcy i zbywcy przedsiębiorstwa za jego długi. O tym napiszemy jednak w odrębnym wpisie.

Prawo gospodarcze, Prawo pracy, Umowy

Jak sporządzić umowę zlecenia? (aby nie stała się umową o pracę!)

cropped-logo.png
www.rybarczyk-kancelaria.pl

Drodzy Przedsiębiorcy, bardzo często wielu z was oferuje zamiast umów o pracę umowy zlecenia. Korzyści dla Was są znaczące, a przede wszystkim sprowadzają się do tego, że do umów zlecenia nie stosuje się Kodeksu pracy, a zatem zleceniobiorca nie ma prawa do urlopu, nie trzeba stosować wszystkich wymogów przy rozwiązywaniu umowy jak przy umowie o pracę, nie ma wszelkiej ochrony pracowników jaka jest charakterystyczna dla stosunków pracy. Z drugiej strony zleceniobiorca nie musi wcale „świadczyć pracy” (a właściwie wykonywać zlecenia) pod Waszym nadzorem i podporządkowaniem.

Jak zatem skonstruować umowę zlecenia, aby nie zostać posądzonym o to, że jest to umowa o pracę? Jest to bardzo istotne pytanie, ponieważ jeśli umowa zlecenia będzie de facto sprowadzała się do tego samego, co umowa o pracę, wtedy „zleceniobiorca” może wystąpić do sądu o ustalenie stosunku pracy, a za tym mogą iść dalej idące skutki (prawo do dodatku za nadgodziny, prawa urlopowe i związane z tym świadczenia np. ekwiwalent za niewykorzystany urlop itd.).

Zanim odpowiemy na to pytanie, niech każdy z Was zastanowi się nad tym czy rzeczywiście dana sytuacja będzie odpowiadała umowie zlecenia. Jeśli osoba, z którą chcecie się związać umową ma wykonywać pracę pod waszym nadzorem, być Wam podporządkowana oraz pracować w danym miejscu i czasie, to lepiej nie podpisywać z kimś takim umowy zlecenia, a po prostu zawrzeć umowę o pracę. Nawet jeśli zaczniecie kluczyć w treści umowy i postaracie się „zrobić z niej” umowę zlecenia, to decydujące znaczenie będzie miało i tak faktyczne świadczenie pracy. Z pewnością np. Zakład Ubezpieczeń Społecznych czy sąd zakwestionują taką umowę jako umowę zlecenia.

Jednak jeśli już wiecie, że stosunek prawny, który ma wiązać Was z kandydatem „do pracy” może mieścić się w relacji zleceniodawca – zleceniobiorca, to zapamiętajcie poniższe punkty, które pozwolą na poprawne określenie zlecenia w odróżnieniu go od stosunku pracy:

  1. Unikajmy wszystkich stwierdzeń, które wskazują na podporządkowanie np. „wykonywanie wszystkich poleceń zleceniodawcy”, „pod nadzorem zleceniodawcy”. Zamiast tego lepiej wpisać „zleceniobiorca ponosi odpowiedzialność za niewykonanie i nienależyte wykonanie umowy zgodnie z Kodeksem cywilnym” – niby trywialne, ale nie do przyjęcia na gruncie Kodeksu pracy.
  2. Unikajmy dokładnego określenia miejsca wykonania zlecenia. Miejsce świadczenia pracy jest charakterystyczne dla umowy o pracę. Oczywiście możemy określić jakieś konkretne miejsce wykonania zlecenia, ale w drugiej części zdania lepiej zostawić sobie furtkę np. poprzez stwierdzenie „a także w innych miejscach określonych przez Strony niniejszej Umowy”.
  3. Unikajmy dokładnego określenia czasu wykonywania zlecenia np. od 8:00 do 16:00 albo co gorsza: „w pełnym wymiarze”. Lepiej pozostawić określenie czasu stronom umowy i sformułować zapis tak liberalnie, jak tylko się da. Zleceniobiorca i tak powinien każdorazowo wykazać, w jakich godzinach wykonywał zlecenie na potrzeby ustalenia wynagrodzenia.
  4. Unikajmy wszelkiej nomenklatury charakterystycznej dla umowy o pracę np. „pełen etat”, „urlop” (choć nic nie stoi na przeszkodzie wpisaniu do umowy zlecenia prawa do „nieobecności”), „miejsce pracy”, „świadczenie pracy” czy w ogóle „PRACA”. Przyjmijmy zasadę PRACA ≠ ZLECENIE.

Po raz kolejny jednak ostrzegamy, że nie liczy się treść umowy, ale jej faktyczna realizacja. Pamiętajmy o tym zanim sporządzimy taką umowę i podpiszemy ją z naszym kandydatem.

Prawo gospodarcze, Prawo pracy

Rozwiązanie dyscyplinarne umowy z pracownikiem

DSC_0483
www.rybarczyk-kancelaria.pl

Wielu pracodawców spotyka się z problemem niesolidnych pracowników. Jeszcze gorzej jest wtedy, gdy pracownik zrobi coś sprzecznego z interesem pracodawcy. W takiej sytuacji często w głowie pracodawcy pojawia się pomysł tzw. „zwolnienia dyscyplinarnego” niesubordynowanego pracownika.

„Zwolnienie dyscyplinarne” nie jest jednak pojęciem prawnym, ale potocznym. Kodeks pracy mówi o rozwiązaniu umowy o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownika. Kodeks wskazuje ponadto wyłączne przyczyny, które uzasadniają takie zakończenie stosunku pracy. Są to:

1) ciężkie naruszenie przez pracownika podstawowych obowiązków pracowniczych;

2) popełnienie przez pracownika w czasie trwania umowy o pracę przestępstwa, które uniemożliwia dalsze zatrudnianie go na zajmowanym stanowisku, jeżeli przestępstwo jest oczywiste lub zostało stwierdzone prawomocnym wyrokiem;

3) zawiniona utrata przez pracownika uprawnień koniecznych do wykonywania pracy na zajmowanym stanowisku.

Z pewnością najczęstszą przyczyną „zwolnień dyscyplinarnych” jest ta określona w pkt 1. Rozbierając tę przyczynę na czynniki pierwsze należy mieć na uwadze, że nie każde naruszenie obowiązków pracowniczych będzie uzasadniało rozwiązanie umowy o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownika. Pracownik musi naruszyć podstawowe obowiązki pracownicze, a ponadto naruszenie musi mieć ciężki charakter.

Podstawowe obowiązki pracownicze zostały zgrupowane głównie w art. 100 Kodeksu pracy:

1. Pracownik jest obowiązany wykonywać pracę sumiennie i starannie oraz stosować się do poleceń przełożonych, które dotyczą pracy, jeżeli nie są one sprzeczne z przepisami prawa lub umową o pracę.

2. Pracownik jest obowiązany w szczególności:

1) przestrzegać czasu pracy ustalonego w zakładzie pracy;

2) przestrzegać regulaminu pracy i ustalonego w zakładzie pracy porządku;

3) przestrzegać przepisów oraz zasad bezpieczeństwa i higieny pracy, a także przepisów przeciwpożarowych;

4) dbać o dobro zakładu pracy, chronić jego mienie oraz zachować w tajemnicy informacje, których ujawnienie mogłoby narazić pracodawcę na szkodę;

5) przestrzegać tajemnicy określonej w odrębnych przepisach;

6) przestrzegać w zakładzie pracy zasad współżycia społecznego.

Z kolei pojęcie „ciężkiego naruszenia” jest bardzo ocenne. Orzecznictwo podaje wiele przykładów takiego ciężkiego naruszenia np. nieusprawiedliwione niestawiennictwo, stawienie się do pracy pod wpływem alkoholu, nieprawidłowe korzystanie ze zwolnienia lekarskiego, bezprawna odmowa wykonania polecenia pracodawcy czy też pobicie innego pracownika. Oczywiście tych przyczyn jest o wiele więcej i każda musi podlegać indywidualnej ocenie.

Należy jednak pamiętać, że zanim wręczymy pracownikowi oświadczenie woli zawierające rozwiązania umowy bez wypowiedzenia z jego winy, musimy zadbać o to, aby dokument zawierający takie oświadczenie został opracowany w sposób przemyślany. Przyczyna, dla której rozstajemy się z pracownikiem w tak drastyczny i nagły sposób musi być rzeczywista, a zatem nie możemy zakłamywać rzeczywistości i podawać innej przyczyny, aniżeli ta, która faktycznie zaistniała. Ponadto przyczyna musi być konkretnie i precyzyjnie wskazana. Należy unikać ogólników i np. odsyłania do regulaminu pracy. Jeżeli np. przyczyną „zwolnienia dyscyplinarnego” jest kradzież towaru przez pracownika, należy wskazać, kiedy do niej doszło i co zostało ukradzione oraz w jakich ilościach. Jest to bardzo ważne, gdyż pracodawca nie może uzupełniać przyczyny rozwiązania umowy bez wypowiedzenia po złożeniu oświadczenia o tym rozwiązaniu np. na etapie postępowania sądowego.

Ważne jest też zadbanie o uprzedni,a próbę wyjaśnienia sytuacji z pracownikiem oraz jej udokumentowanie np. poprzez notatkę służbową.

Jeśli z zakładzie pracy działa zakładowa organizacja związkowa, nie można pominąć elementu zasięgnięcia opinii tej organizacji przed rozwiązaniem umowy z pracownikiem – jest to kolejny istotny element formalny rozwiązania umowy bez wypowiedzenia. Organizację należy powiadomić przy tym o przyczynie planowanego rozwiązania umowy.

Należy jednak się spieszyć – pracodawca nie może bowiem rozwiązać umowy o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownika po upływie 1 miesiąca od uzyskania przez pracodawcę wiadomości o przyczynach rozwiązania umowy.

Pamiętajmy zatem o tym, że nie należy pochopnie podejmować decyzji o rozwiązaniu umowy o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownika, a jeśli już taka decyzja została podjęta, to należy zadbać o spełnienie wszelkich wymogów formalnych dla skutecznego rozwiązania takiej umowy z pracownikiem. W przeciwnym wypadku pracodawca naraża się na roszczenia pracownika, których ten może dochodzić w postępowaniu sądowym.

Prawo gospodarcze, Tajemnica przedsiębiorstwa

Dane klientów jako tajemnica przedsiębiorstwa

DSC_0521
www.rybarczyk-kancelaria.pl

O tajemnicy przedsiębiorstwa na łamach tego Bloga pisaliśmy już niejednokrotnie. Definicja tajemnicy przedsiębiorstwa wprawdzie uległa nie tak dawno zmianie, ale nadal pojawiają się (i z pewnością będą się pojawiać) setki, o ile nie tysiące wątpliwości co do poszczególnych informacji i możliwości „podpięcia” tych informacji pod pojęcie tajemnicy przedsiębiorstwa.

Przypomnijmy sobie jednak definicję tajemnicy przedsiębiorstwa, którą prezentuje nam ustawodawca w art. 11 ust. 2 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji:

Przez tajemnicę przedsiębiorstwa rozumie się informacje techniczne, technologiczne, organizacyjne przedsiębiorstwa lub inne informacje posiadające wartość gospodarczą, które jako całość lub w szczególnym zestawieniu i zbiorze ich elementów nie są powszechnie znane osobom zwykle zajmującym się tym rodzajem informacji albo nie są łatwo dostępne dla takich osób, o ile uprawniony do korzystania z informacji lub rozporządzania nimi podjął, przy zachowaniu należytej staranności, działania w celu utrzymania ich w poufności”.

I teraz pojawia się pytanie, które stawiamy w tytule tego wpisu. Co z danymi naszych klientów? Tych klientów, których tak ciężko było zdobyć, którzy są źródłem naszych dochodów i podstawą prowadzenia naszego biznesu. Czy ich dane lub nasze relacje z nimi są objęte tajemnicą przedsiębiorstwa?

W naszej ocenie jak najbardziej są argumenty przemawiające za tym, żeby bazy klientów i znajdujące się w nich dane stanowiły tajemnicę przedsiębiorstwa, pod warunkiem, że jesteśmy w stanie sprostać wymogom definicji z art. 11 ust. 2 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Przede wszystkim nasze bazy klientów muszą być niejawne. W dalszej kolejności musimy umieć wykazać, że mają one dla nas wartość gospodarczą (co jednak może wynikać z samej istotny utrzymywania takich baz i korzystania z nich), a ponadto musimy posiadać odpowiednie procedury i dokumentację pozwalające na udowodnienie, że podjęliśmy wszelkie działania („przy zachowaniu należytej staranności”) w celu utrzymania tych informacji w poufności. Jeżeli zatem nasze bazy klientów znajdują się w systemach, które są odpowiednio zabezpieczone pod kątem kradzieży danych, cyberataków czy po prostu dostępności osób trzecich, a ponadto posiadamy odpowiednią dokumentację (regulaminy, oświadczenia pracowników, umowy z pracownikami), której treść wskazuje na naszą aktywność w celu ochrony tajemnic, mamy pewną „podkładkę” pod to, aby dane zawarte w bazach uznać za tajemnicę przedsiębiorstwa.

cropped-logo.pngO możliwości uznania baz klientów za tajemnicę przedsiębiorstwa wielokrotnie wypowiadały się sądy. Dla przykładu Sąd Apelacyjny w Gdańsku w wyroku z dnia 12 grudnia 2013 r. (sygn. akt I ACa 558/13) wskazał: „Pojęcie <tajemnica przedsiębiorstwa> obejmuje szeroki katalog informacji o zróżnicowanym charakterze. Ochronie podlega każda informacja bez względu na jej charakter, a więc informacja handlowa (lista dostawców, klientów), techniczna, technologiczna lub organizacyjna, zatem każda informacja, która ma wartość gospodarczą”. W podobnym tonie wskazał Sąd Najwyższy z wyroku z dnia 3 grudnia 2014 r. (sygn. akt III SO 8/14): „Obecnie ochronie podlega więc w szczególności informacja technologiczna (np. sposoby produkcji, system sprawdzania jakości), informacja techniczna (np. projekty nieopatentowanych rozwiązań technicznych, modele rozwiązań technicznych), informacja handlowa (np. lista dostawców, klientów, plany wydania książki przez wydawnictwo), informacja organizacyjna (np. prognozy sprzedaży, system dystrybucji, procedury wewnętrzne, zasady organizacji i zarządzania, wynagrodzenia wypłacane pracownikom)”.

Nie ulega zatem wątpliwości, że ustawodawca określił pewne ramy i wymogi dla uznania danej informacji za tajemnicę przedsiębiorstwa. Jeżeli tylko podejmiemy odpowiednie starania celem zabezpieczenia danych naszych klientów i sprostamy wymogom definicji tajemnicy przedsiębiorstwa, możemy liczyć na to, że w ewentualnym sporze sądowym, sąd przyzna nam rację i uzna, że dane klientów stanowią w tym przypadku tajemnicę przedsiębiorstwa. Nie sposób polemizować bowiem z tym, że każdy przedsiębiorca przede wszystkim w swojej działalności opiera się na relacjach z klientami, a zatem to oni i ich dane stanowią niejednokrotnie najwyższą wartość w prowadzonej działalności gospodarczej.

Prawo cywilne, Prawo gospodarcze, Umowy

Kara umowna – zależna od wystąpienia szkody czy też nie?

logo
www.rybarczyk-kancelaria.pl

Kara umowna uregulowana w art. 483 Kodeksu cywilnego pełni funkcję zryczałtowanego odszkodowania. W przypadku niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania, strona umowy, która dopuściła się „zaniedbań” musi zapłacić drugiej strony stosowną kwotę określoną w umowie (lub którą można wyliczyć na podstawie przesłanek wymienionych w umowie). Kara umowna umożliwia zatem określenie już w samej umowie wysokości odszkodowania (lub sposobu jej obliczenia). Tym samym wprowadza pewną stabilizację w relacjach kontraktowych, co jest szczególnie istotne w obrocie profesjonalnym.

Skoro jednak kara umowna pełni funkcję odszkodowawczą, to czy do jej zapłaty potrzebne jest w ogóle wystąpienie samej szkody? Najpierw zastanówmy się nad tym, czym w ogóle jest szkoda.

Pod pojęciem „szkoda” rozumieć należy różnicę pomiędzy stanem majątku poszkodowanego a stanem, jaki istniałby, gdyby brak było czynnika szkodzącego (tak P. Sobolewski w: Kodeks cywilny. Komentarz pod red. K. Osajdy, wyd. 22). Istotne jest to, że szkoda powstaje wbrew woli osoby, która szkodę odniosła.

Siłą rzeczy zatem kara umowna powinna być zapłacona wtedy, gdy szkoda powstała. W końcu spełnia taką funkcję. Jak jednak interpretować postanowienia umowy, zgodnie z którą kara umowna należy się np. za opóźnienie w realizacji inwestycji? Czy opóźnienie zawsze jest związane z powstaniem szkody?

Logo JPGNa temat przedstawionego w tytule problemu wielokrotnie wypowiadały się sądy powszechnie i Sąd Najwyższy. W uchwale Sądu Najwyższego z dnia 6 listopada 2003 r. (III CZP 61/03) wskazano: „Zastrzeżenie kary umownej na wypadek niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania nie zwalnia dłużnika z obowiązku jej zapłaty w razie wykazania, że wierzyciel nie poniósł szkody”. Przedmiotowa uchwała wyraźnie wskazuje, że kara umowna należy się nawet wtedy, gdy nie doszło do powstania faktycznej szkody. Taki pogląd na moment publikowania tego artykułu jest większościowy w orzecznictwie. Ostatnio pojawiają się jednak nowe poglądy, w myśl których zawsze musi powstać szkoda, aby wierzyciel mógł od dłużnika żądać zapłaty kary umownej. Pojawia się bowiem rozdźwięk pomiędzy wysokością danej kary umownej a wystąpieniem szkody czy też jej wysokością. Skoro kara umowna ma pełnić funkcję kompensacyjną, to w jaki sposób ma ona rekompensować coś do czego nie doszło? Innymi słowy: brak powstania szkody oznacza brak możliwości żądania zapłaty odszkodowania, również w postaci zapłaty kary umownej. Obecny pogląd – zdaniem niektórych przedstawicieli doktryny (np. dr hab. Marcina Lemkowskiego) doprowadza do hamowania obrotu gospodarczego i zniechęca do kontraktowania jako obarczonego zbyt dużym ryzykiem.

Nie ulega wątpliwości, że obecnie większościowy pogląd stoi na stanowisku niezależność kary umownej od faktycznej szkody. Nawet jeżeli w postępowaniu sądowym dojdzie do wykazania, że wierzyciel nie poniósł szkody, kara umowna musi zostać zapłacona, o ile zostały spełnione wskazane w umowie przesłanki. Argument dłużnika w postaci braku wystąpienia szkody po stronie wierzyciela może być przydatny jedynie w przypadki miarkowania kary umownej. Ponadto nie ulega wątpliwości, że kara umowna zawsze zależy od jakiegoś niewykonania lub nienależytego wykonania umowy (opóźnienie, odstąpienie od umowy, brak zachowania określonych wymogów itd.). Skoro w umowie wyraźnie określono, że za te „zaniedbania” stanowiące niewykonanie lub nienależyte wykonanie umowy, należy się zapłata kwoty w określonej wysokości, to w tym zakresie wiąże zasada swobody umów. Zatem jeśli nawet udałoby się przyjąć pogląd o uzależnieniu kary umownej od każdorazowego wystąpienia szkody, to czy zasada swobody umów nie pozwalałaby na formułowanie podobnych postanowień uniezależniających zapłatę określonej kwoty od wystąpienia szkody? Choćby powyższe pytanie powoduje problem w zastosowaniu poglądu o zależności kary umownej od wystąpienia szkody.

Prawo gospodarcze, Spółki

Rozwiązanie i likwidacja spółki z o.o.

O nas Ewa
www.rybarczyk-kancelaria.pl

Obsługa prawna przedsiębiorców to często również pomoc w zakończeniu prowadzenia działalności gospodarczej. Z uwagi na fakt, że obsługujemy dużo spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, ten artykuł będzie poświęcony rozwiązaniu i likwidacji tego typu spółki. Temat jest dosyć szeroki, a zatem postaramy się przebrnąć przez najważniejsze etapy i zwrócić uwagę jedynie na najistotniejsze aspekty.

Podstawy rozwiązania spółki z o.o.

Przyczyny rozwiązania spółki z o.o. przedstawione zostały wprost w Kodeksie spółek handlowych. Są to:

  • przyczyny przewidziane w umowie spółki,
  • uchwała wspólników o rozwiązaniu spółki albo przeniesieniu siedziby spółki za granicę, stwierdzona protokołem sporządzonym przez notariusza,
  • ogłoszenie upadłości spółki,
  • inne przyczyny przewidziane prawem,
  • wyrok sądu orzekający rozwiązanie spółki.

Należy pamiętać, że termin „rozwiązanie spółki” jest nieco mylący. Samo zaistnienie którejkolwiek z wyżej wymienionych przyczyn nie powoduje automatycznie rozwiązania spółki. Te przyczyny powodują otwarcie likwidacji spółki, która powinna zakończyć się jej rozwiązaniem i wykreśleniem z rejestru.

Bardzo częstą przyczyną rozwiązania spółki z o.o. jest podjęcie przez wspólników decyzji o jej rozwiązaniu. Taka decyzja musi znaleźć swój wymiar w formie uchwały stwierdzonej protokołem sporządzonym przez notariusza. Data powzięcia przez wspólników uchwały o rozwiązaniu spółki jest jednocześnie datą otwarcia likwidacji.

Zasady współpracy
Obsługa prawna przedsiębiorców

Likwidacja spółki z o.o.

Likwidacja spółki jest to proces, który ma zmierzać do rozwiązania spółki. W trakcie tego procesu spółka zachowuje osobowość prawną i działa pod firmą z dodatkiem „w likwidacji”. Centralną postacią w czasie likwidacji jest likwidator spółki (lub likwidatorzy). Likwidatorzy zajmują miejsce zarządu spółki. Jeśli spółka zostaje postawiona w stan likwidacji wskutek podjęcia przez wspólników stosownej uchwały, w praktyce najczęściej na tym samym zgromadzeniu wspólników, podejmuje się uchwałę określającą osobę likwidatora. Bardzo często likwidatorami spółki są członkowie jej zarządu, którzy w momencie otwarcia likwidacji przechodzą z roli członków zarządu do roli likwidatorów.

Pierwszym zadaniem likwidatora jest zgłoszenie otwarcia likwidacji spółki do Krajowego Rejestru Sądowego. Do KRS należy zgłosić nie tylko sam fakt otwarcia likwidacji, ale również nazwiska i imiona likwidatorów, ich adresy oraz sposób reprezentowania spółki przez likwidatorów. Zgłoszenia należy dokonać na odpowiednich formularzach. Do wniosku należy załączyć m.in. uchwałę o otwarciu likwidacji, zgodę likwidatorów na ich powołanie, a także dowody wniesienia opłat (250 zł za wpis od wniosku oraz 100 zł za ogłoszenie w Monitorze Sądowym i Gospodarczym).

Należy pamiętać, że jednocześnie ze zgłoszeniem otwarcia likwidacji do KRS, likwidator musi ogłosić w Monitorze Sądowym i Gospodarczym o rozwiązaniu spółki, otwarciu likwidacji oraz wezwać wierzycieli spółki do zgłaszania ich wierzytelności w terminie 3 miesięcy od dnia tego ogłoszenia. Jest to bardzo istotne, gdyż dosyć często likwidatorzy pozostają w błędnym przekonaniu, że KRS dokona takiego ogłoszenia za likwidatorów. Ogłoszenie zawierające wezwanie wierzycieli jest jednak odrębnym ogłoszeniem od tego, które wiąże się ze zgłoszeniem otwarcia likwidacji spółki do rejestru. Bez ogłoszenia wzywającego wierzycieli spółki do zgłaszania ich wierzytelności sąd rejestrowy nie wykreśli spółki z rejestru, gdyż od tego ogłoszenia liczy się termin, po którym można dokonać podziału majątku spółki.

Kolejnym obowiązkiem jest sporządzenie przez likwidatorów bilansu otwarcia likwidacji. Bilans otwarcia likwidacji nie jest tym samym, co sprawozdanie finansowe. Bilans jest co do zasady tylko jednym z elementów sprawozdania finansowego. Po sporządzenie bilansu otwarcia likwidacji likwidatorzy powinni przedłożyć bilans zgromadzeniu wspólników do zatwierdzenia. Przepisy prawa nie przewidują obowiązku przesyłania bilansu otwarcia likwidacji oraz zatwierdzającej go uchwały do KRS, jednak często praktykuje się przesłanie bilansu w załączeniu do odrębnego pisma.

W trakcie likwidacji spółka musi uporządkować i zakończyć swoje sprawy w celu zamknięcia działalności. Na likwidatorach ciąży obowiązek zakończenia bieżących interesów spółki, ściągnięcia wierzytelności, wypełnienia zobowiązań i upłynnienia majątku spółki. Nowe interesy mogą być wszczynane tylko wtedy, gdy jest to potrzebne do zakończenia spraw będących w toku. Likwidacja zatem nie służy temu, aby rozpoczynać nowe inwestycje, tylko wręcz przeciwnie – ma na celu wygaszenie spraw w toku.

DSC_0529Zaspokojenie wierzycieli i podział majątku

Jak wspomniano wyżej, jeśli dokonano ogłoszenia w Monitorze Sądowym i Gospodarczym zawierającego informację o rozwiązaniu spółki, otwarciu likwidacji i wezwaniu wierzycieli, to wierzyciele mają 3 miesiące od daty publikacji tego ogłoszenia na zgłoszenie swoich wierzytelności. Sumy potrzebne do zaspokojenia lub zabezpieczenia znanych spółce wierzycieli, którzy się nie zgłosili lub których wierzytelności nie są wymagalne albo są sporne, likwidatorzy powinni złożyć do depozytu sądowego.

Dopiero po upływie minimum 6 miesięcy od publikacji ogłoszenia w Monitorze Sądowym i Gospodarczym można dokonać podziału pozostałego majątku spółki między wspólników. Wierzyciele spółki, którzy nie zgłosili swoich roszczeń we właściwym terminie ani nie byli spółce znani, mogą żądać zaspokojenia swoich należności z majątku spółki jeszcze niepodzielonego.

Zakończenie likwidacji i rozwiązanie spółki

Po zakończeniu czynności likwidacyjnych, zaspokojeniu wierzycieli i po podziale majątku, likwidatorzy muszą przygotować sprawozdanie likwidacyjne. Jest to sprawozdanie, które jest sporządzane na dzień poprzedzający podział między wspólników majątku pozostałego po zaspokojeniu i zabezpieczeniu wierzycieli. Sprawozdanie powinno zostać ogłoszone w siedzibie spółki, a następnie zatwierdzone przez zgromadzenie wspólników w formie uchwały.

Wspólnicy muszą ponadto wskazać osobę, której zostaną oddane księgi i dokumenty rozwiązanej spółki. Taka osoba może zostać wskazana już w umowie spółki lub w uchwale podjętej na zgromadzeniu wspólników zatwierdzającej sprawozdanie likwidacyjne.

Ostatnim krokiem jest złożenie do KRS wniosku o wykreślenie spółki z rejestru przedsiębiorców. Jeżeli likwidatorzy wykonali poprawnie wszystkie czynności likwidacyjne i dopełnili wszystkich wymogów formalnych określonych m.in. w Kodeksie spółek handlowych, sąd rejestrowy powinien wykreślić spółkę z rejestru, co ostatecznie zakończy jej byt.

RODO

RODO w praktyce: Co to jest Tarcza Prywatności?

DSC_0483
www.rybarczyk-kancelaria.pl

Tarcza Prywatności (Privacy Shield) jest mechanizmem pozwalającym na przekazywanie danych osobowych z Unii Europejskiej do USA. Poprzednikiem Tarczy Prywatności była tzw. Bezpieczna Przystań (Safe Harbour), jednak decyzja Komisji Europejskiej z 26 lipca 2000 r. (520/2000) w sprawie adekwatności ochrony w Stanach Zjednoczonych, przewidzianej przez zasady ochrony prywatności w ramach Bezpiecznej Przystani została unieważniona wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 6 października 2015 r. w sprawie C-362/14 Maximilian Schrems v. Data Protection Commissioner.

Tarcza Prywatności jako następca Bezpiecznej Przystani opiera się na systemie samocertyfikowania dla przedsiębiorstw z siedzibą w Stanach Zjednoczonych. System ten został uznany przez Komisję Europejską za zapewniający odpowiedni poziom ochrony danych osobowych przekazywanych z Unii Europejskiej do Stanów Zjednoczonych.

Tarcza Prywatności na moment publikacji tego wpisu obowiązuje nadal pod rządami RODO. Oznacza to, że w przypadku przekazywania danych do Stanów Zjednoczonych jako do Państwa Trzeciego, podstawą takiego przekazania będzie każdorazowo art. 45 RODO, o ile dany podmiot znajdujący się w Stanach Zjednoczonych jest podmiotem posiadającym odpowiedni certyfikat. Certyfikat jest wydawany przez Departament Handlu USA. Podmioty, które uzyskają certyfikat wydany w oparciu o Tarczę Prywatności, muszą tworzyć programy polityki prywatności.

W przypadku współpracy z przedsiębiorcami z USA, to na administratorze danych osobowych z Unii Europejskiej ciąży obowiązek sprawdzenia statusu swojego amerykańskiego kontrahenta, jego certyfikacji, ważności certyfikacji oraz zasięgu jej stosowania. Takiego sprawdzenia można dokonać na stronie https://www.privacyshield.gov/list. To może jednak nie wystarczyć. Istotne jest dokładne sprawdzenie zgodności stanu prawnego ze stanem faktycznym. Przede wszystkim należy sprawdzić czy dany podmiot opracował odpowiednie polityki prywatności i czy udostępnił je dla swoich kontrahentów. Istotne jest także sprawdzenie czy taka polityka prywatności w swojej treści odsyła do strony internetowej, na której można sprawdzić certyfikację danego podmiotu. Nie chodzi tutaj jednak o ogólną stronę, która została podana powyżej, ale link do strony dotyczącej już danego, konkretnego podmiotu.

Tarcza Prywatności przed wejściem w życie RODO była jedną z największym zagadek. Padały sprzeczne informacje co do tego, czy po 25 maja 2018 r. Tarcza Prywatności nadal będzie obowiązywać. Póki co system w ramach Tarczy nadal działa, jednak regularnie dochodzi do sprawdzenia funkcjonowania mechanizmu Tarczy przez stronę unijną. Do tej pory przeprowadzono dwa doroczne przeglądy Tarczy Prywatności. Drugi z nich zakończył się raportem przyjętym 22 stycznia 2019 r. przez Członków Europejskiej Rady Ochrony Danych (EROD). O ile zaobserwowano poprawę w zakresie ochrony danych osobowych w ramach systemu Tarczy Prywatności, to jednak nadal nie doszło ze strony amerykańskiej do całościowego wdrożenia Tarczy Prywatności. Niepokojący jest przede wszystkim brak konkretnych zapewnień, że wykluczone jest masowe gromadzenie oraz dostęp do danych osobowych dla celów bezpieczeństwa narodowego.

Podsumowując: jeżeli chcemy przekazywać dane osobowe do USA, na pewno musimy liczyć się z tym, że przekazujemy dane osobowe do Państwa Trzeciego. Naszą odpowiedzialnością jako administratora danych osobowych jest sprawdzenie certyfikacji podmiotu z USA, któremu chcemy przekazywać dane osobowe. Następnie powinniśmy zapoznać się z polityką prywatności udostępnioną przez ten podmiot. Pamiętajmy przy tym, że nawet jeśli wszystkie wymogi formalne zostały spełnione przez naszego amerykańskiego partnera, to my nie możemy spocząć na laurach. Przekazywanie danych do Państwa Trzeciego zawsze wiąże się z dodatkowymi obowiązkami po stronie administratora, w tym m.in. wykonaniem obowiązku informacyjnego wobec osób, których dane dotyczą, aktualizacją Rejestru Czynności Przetwarzania Danych, a być może również z dokonaniem oceny skutków dla ochrony danych.