Inne

Czas zmienić Konstytucję !(?) czyli o „Duchu Narodu” słów kilka

tk2
Źródło

Spory polityczne co do kształtu obecnie obowiązującej Konstytucji RP z 2 kwietnia 1997 r. od pewnego czasu są niezwykle żywe w naszym kraju. Odcinając się całkowicie od parlamentarnych i partyjnych dysput, które od dłuższego czasu trącą jałowością, chciałbym w tym artykule poświęcić swoją uwagę niezwykle ważnemu zjawisku, które pojawiło się na początku trwania obecnej kadencji naszego parlamentu. Chodzi o problematykę celu zmiany Konstytucji i tzw. „Ducha Narodu”.

Gdy po ostatnich wyborach Sejm RP obecnej kadencji się ukonstytuował, posłowie niektórych ugrupowań zaczęli głosić niezwykle enigmatyczną tezę o istnieniu tzw. „Ducha Narodu” czy też „Ducha Suwerena”, który miałby stać ponad stanowionym prawem. Istotą owego „Ducha” miałoby być stanie na straży praworządności i ochrony obywateli przed wynaturzeniami prawa. Skoro bowiem Naród (przez swoich przedstawicieli w parlamencie) tworzy prawo, to przecież prawo to nie może być sprzeczne z „Duchem Narodu”, a jeśli nawet by się tak stało, to takie prawo nie miałoby racji bytu i nie powinno istnieć. Ale co w sytuacji, gdy takie „niezgodne z Duchem Narodu” prawo rzeczywiście istnieje i jest stosowane? Tu pojawia się bardzo medialna i „paląca” ostatnimi czasy kwestia zmiany Konstytucji RP. Zawirowania wokół Trybunału Konstytucyjnego poskutkowały wyraźnymi postulatami zmiany Konstytucji w zakresie m.in. trybu wyboru sędziów TK. Pojawiły się głosy, że Konstytucja jest w końcu li tylko „kawałkiem papieru”, który powinien zostać zmieniony, jeśli nie przystaje do „woli Narodu”, „woli Obywateli” czy też swoistej „wygody”.

Truizmem jest stwierdzenie, że prawo winno być przyjazne obywatelowi, a jego kształt i stosowanie świadczy o praworządności państwa. Jednakże czy powoływanie się na bliżej nieokreślonego „Ducha Narodu” oraz uzależnianie rzekomo pilnych zmian w najważniejszych aktach prawnych winno być podyktowane tylko „wolą Narodu”, która przecież realnie może dać o sobie wyraz tylko w wyborach powszechnych lub w referendum? Jeśli już przyklasnęliście niezwykle pompatycznym przemowom o Duchu, któremu prawo winno być poddane, to chyba jednak przyjdzie czas na rozczarowanie.

Zgodnie z art. 2 Konstytucji RP, Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej. Jest o tzw. zasada demokratycznego państwa prawnego, która jest naczelną zasadną Konstytucji. Zasada ta oznacza, że w Rzeczpospolitej Polskiej istnieje nakaz przestrzegania prawa przez wszystkich, do których jest ono kierowane, a więc zarówno przez obywateli jak i organy państwa. W szczególności w kontekście art. 2 Konstytucji istotne jest przestrzeganie prawa przez organy państwa, które winne działać jedynie na podstawie i w granicach prawa. Obowiązujące prawo jest zatem wyznacznikiem tego, czego obywatel może spodziewać się w relacji z państwem oraz ze wszystkimi uczestnikami obrotu i porządku prawnego. Skoro tak, to muszą obowiązywać zasady, które taką pewność gwarantują. Takimi zasadami są m.in. zasada niedziałania prawa wstecz, zaufania obywatela do organów państwa, ochrony praw nabytych czy też domniemania niewinności.  Obowiązujące prawo, uchwalone i ogłoszone stosownie do konstytucyjnych i ustawowych reguł wyznacza zarówno reguły funkcjonowania państwa, jak i granice działania wszystkich podmiotów prawa. Koncepcja demokratycznego państwa prawnego oparta jest zatem na zasadzie legalizmu, bez której nowoczesne państwo i prawo nie mogą się obyć.

Gdzie tu zatem miejsce dla „Ducha Narodu”? Otóż okazuje się, że nigdzie. Bliżej nieokreślony i niespersonifikowany byt nie jest ani ustawodawcą ani gremium, które może uchwalać prawo. Taki Duch nie jest jednak wcale obojętny. Jest on niezwykle niebezpieczny! Koncepcja „Ducha Narodu” opracowana przez Hegla została potem wielokrotnie wynaturzona i stała się podwaliną największych totalitaryzmów w dziejach nowożytnego świata. O „Duchu Narodu” pisał nie tylko Hegel, ale też Fichte, na którego niezwykle często powoływał się Adolf Hitler. Naziści i mussoliniści przy pomocy Ducha Narodu uzasadniali zbrodnicze reformy oraz gwałty na prawie i praworządności, które miały utwierdzić ich władzę oraz pomóc w realizacji destrukcyjnych planów. Skoro, według tej koncepcji, nad stanowionym prawem istnieje nieokreślony byt, to każda zmiana prawa czy też nawet jego naruszenie ma swoje usprawiedliwienie. Taka doktryna stoi w skrajnej opozycji wobec zasady legalizmu, która daje pewność życia i funkcjonowania w praworządnym państwie.

Rzecz jasna, nie należy gloryfikować złego prawa ani też niewłaściwego stosowania przepisów, z którym bardzo często się spotykamy – takie praktyki zasługują na piętnowanie i zdecydowaną zmianę. Nie można jednak dopuścić do tego, aby ponad prawem stało coś, czego nie da się określić. Prawo stanowi suweren, czyli obywatele działający (w warunkach demokracji pośredniej) przez swoich przedstawicieli. Stanowione jest ono w celu podporządkowania się mu i przestrzeganiu dla dobra ogółu społeczeństwa (Narodu). Prawa nie stanowi żaden Duch czy też samoczynnie działająca wola Narodu. „Duch i wola” muszą objawić się w sposób proceduralnie określony – poprzez wybory powszechne, referendum, inicjatywę ustawodawczą, proces legislacyjny, głosowanie, uchwalenie, podpisanie aktu prawnego i jego ogłoszenie. Jedynie ustalona i pewna procedura, która pozwala na osiągnięcie pewności w kształtowaniu i stosowaniu prawa pozwoli na budowanie praworządności, a także na walkę z patologiami prawnymi. Nie można uciekać się do koncepcji istniejących niejako „na zewnątrz prawa” czy też „poza prawem”. Takie działanie zdecydowanie nie zasługuje na oklaski, a jedynie na dezaprobatę i wyraźny sprzeciw. W historii ludzkość oglądała już dostatecznie dużo gwałtów na prawie i praworządności popełnionych w imię idei, aby w imię szybkich i nieprzemyślanych reform popełnionych „na skróty” i wbrew prawu rezygnować ze sprawdzonych koncepcji oraz podstawowych reguł funkcjonowania państwa i prawa.

Tym samym wszelkie potrzebne zmiany w prawie, nawet w Konstytucji, są pożądane, jeśli uwzględniają zasadę legalizmu, a nie zostają uzasadnione działaniem „duchów”, „woli”, czy też innych nieokreślonych sił. Słusznie zatem zwykł mawiać Pan Profesor Marian Filar do swoich studentów podczas wykładów z prawa karnego, że duchy są tylko na cmentarzu i w horrach …. i tam je zostawmy.

Daniel Rybarczyk

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s